Białostocki prokurator uznał, że malowanie swastyk na murach to nie przestępstwo, bo swastyka to… hinduistyczny symbol szczęścia. W tej sytuacji nie wiadomo, czy śmiać się, czy płakać. Ale nie można załamywać rąk. Zakłócenie wykładu prof. Zygmunta Baumana we Wrocławiu pokazuje, że problem ze skrajną prawicą ma wymiar ogólnopolski.

REKLAMA
Białystok zdaje się być jednak jego epicentrum. W mediach co rusz można przeczytać wiadomości świadczące o lokalnych osobliwościach. Np. kilka tygodni temu media informowały, że obrońcą białostockich rasistów jest mecenas Leszek Kudrycki, mąż minister nauki Barbary Kudryckiej. Pisały o tym „Newsweek” i „Gazeta Wyborcza”. Oczywiście, nikomu nie można odmawiać prawa do obrony itd., ale nie wyobrażam sobie, aby małżonek członka niemieckiego rządu był adwokatem tamtejszych neonazistów.
Kilka miesięcy pisano, że podczas demonstracji skrajnej prawicy w Białymstoku policjanci z prewencji wylewnie witają się z ogolonymi na łyso jegomościami.
Można wysnuć domniemanie, że przenikanie się instytucji państwa ze skrajną prawicą w Białymstoku ma miejsce na wszystkich szczeblach drabiny społecznej. Jest codziennością. Nic dziwnego, że na końcu miejscowy prokurator nie widzi nic niestosownego w obrażaniu inteligencji współobywateli i wmawianiu im, że w Białymstoku swastyki na murach malują hinduiści.