W cieniu sporu o wiek emerytalny toczy się w Warszawie spór o skłoty. Radykalna młodzież najpierw nie dała wyrzucić ze skłotu przy ulicy Elbląskiej, a w niedzielę przeszła do kontrofensywy zajmując dawną przychodnię przy ulicy Skorupki. Metoda działania budzi wiele kontrowersji. Ale jednocześnie skłotersi zwracają uwagę na kilka poważnych problemów społecznych.
REKLAMA
Po pierwsze, skłoty są we współczesnych miastach centrami kultury niezależnej. Bezpłatnej i dodającej miastom kolorytu. Pojawia się pytanie, czy „oficjalny obieg” spełnia potrzeby, którym naprzeciw wychodzą skłotersi? Może ich popularność jest po prostu objawem słabości oferty kulturalnej miasta? A co najmniej jej niepełności. Warszawa z pewnością nie jest kulturalną pustynią. Tylko, czy ta kultura jest dostępna dla wszystkich?
Po drugie, skłotersi podnoszą kwestię mieszkaniową. To już znacznie poważniejszy problem. Ceny mieszkań na warszawskim rynku są horrendalne, a polityka mieszkaniowa miasta nie jest dla rynku żadną alternatywą. Szczególnie, że w Warszawie rozpędza się reprywatyzacja. Jej efektem jest podnoszenie czynszów nawet do poziomu 100 zł za metr kwadratowy. To dramat, który dzieje się na naszych oczach. Oprócz stowarzyszeń lokatorskich, właśnie skłotersi najwięcej mówią o tym zjawisku.
Skłotersi wskazują na ważne problemy. Nie dają konkretnych propozycji ich rozwiązania. Ale nie taka jest rola. Ale od władz miasta takich rozwiązań wymagać należy.
