Dzisiaj Parlament Europejski przyjmie rezolucję w sprawie Ukrainy. Warto przy tej okazji przypomnieć zeszłoroczną rezolucję dotyczącą kwestii ukraińskiej. Niestety niektórzy europosłowie nie przywiązują do jej treści większej wagi. Również ci sprawujący w nim najbardziej eksponowane funkcje.

REKLAMA
W rezolucji z 13 grudnia 2012 roku czytamy:
Parlament Europejski jest zaniepokojony wzrostem nastrojów nacjonalistycznych na Ukrainie, wyrażających się w poparciu dla partii Swoboda, która w konsekwencji weszła do Rady Najwyższej jako jedna z dwóch nowych partii w tym organie; przypomina, że poglądy rasistowskie, antysemickie i ksenofobiczne są sprzeczne z podstawowymi wartościami i zasadami Unii, w związku z czym apeluje do partii prodemokratycznych w Radzie Najwyższej o niestowarzyszanie się z tą partią, niepopieranie jej ani nietworzenie z nią koalicji.
Niestety przywódcy na Euromajdanie zawiązała się koalicja Władimira Kliczki, Arsenija Jaceniuka i lidera piętnowanej przez Europarlament partii Swoboda Ołeha Tiahnyboka.
Rezolucja została zignorowana też przez Jarosława Kaczyńskiego, który u boku Tiahnyboka pozdrawiał zebranych pozdrowieniem z czasów UPA. Jednak trudno mieć do Kaczyńskiego pretensje o ignorowanie rezolucji Parlamentu Europejskiego. Wiadomo, że Unia Kaczyńskiemu jest w polityce międzynarodowej potrzebna jako pałka na Rosję.
Dziwi natomiast fakt, że duch rezolucji Parlamentu Europejskiego został zignorowany przez byłego przewodniczącego Europarlamentu Jerzego Buzka. On również na Majdanie stał u boku ukraińskich nacjonalistów potępianych w rezolucji Europarlamentu. On również pozdrawiał tłum pozdrowieniem z czasów UPA… A od byłego szefa Parlamentu Europejskiego należy wymagać więcej, niż od Kaczyńskiego.