Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji (TTIP) jest znakomitym przykładem zagadnienia, któremu grozi pominięcie w polskim dyskursie politycznym z uwagi na relatywnie niewielkie krótkookresowe efekty podpisania porozumienia dla naszego kraju. Tymczasem TTIP ma za zadanie stworzyć największą na świecie strefę wolnego handlu, której znaczenie gospodarcze i geopolityczne będzie nie do przecenienia. W długim okresie TTIP nieuchronnie przyniesie konsekwencje także dla Polski.
Temat nie do przemilczenia
REKLAMA
Po pierwsze, Transatlantyckie Partnerstwo w sferze handlu i inwestycji powiąże ze sobą dwa największe demokratyczne rynki świata. Kiedy liberalizacja światowego handlu w wydaniu multilateralnym - na forum WTO - utknęła w martwym punkcie, zarówno USA jak i UE podjęły wysiłki na rzecz ustanowienia dwustronnych stref wolnego handlu. TTIP, wraz z równolegle projektowaną strefą obejmującą basen Pacyfiku, ustanowią obszar amerykańskiej supremacji w światowej gospodarce, nadszarpniętej przez kryzys ekonomiczny i retorykę o zmierzchu Zachodu. Podczas gdy dla USA obydwa projekty stanowią narzędzie odzyskiwania utraconej przewagi konkurencyjnej - zwłaszcza w odniesieniu do rosnącej pozycji Chin - dla UE TTIP jest ni mniej ni więcej, tylko warunkiem pozostania liczącym się graczem na arenie międzynarodowej.
Warto uzmysłowić sobie, że gospodarka UE ryzykuje wysunięciem się poza ścisły krąg czołowych potęg gospodarczych dzisiejszego świata. Nie do takiej UE chcieliśmy wprowadzić Polskę! Mamy tu też do czynienia z niebagatelnym ryzykiem negocjacyjnym: administracja Baracka Obamy doskonale zdaje sobie sprawę, że w dłuższej perspektywie to UE ma więcej do stracenia nie włączając się w TTIP. I nie chodzi tu bynajmniej o zniesienie ceł, bo te i tak są już bardzo niskie po obydwu stronach Atlantyku. Wyzwanie, przed którym stoją negocjatorzy Komisji Europejskiej, to stworzenie zupełnie nowych ram prawnych dla obrotu handlowego pomiędzy Europą a USA, opartego na zniesieniu lub drastycznym ograniczeniu barier pozataryfowych.
W TTIP nie chodzi o to, by cła na części samochodowe czy inne wyroby przemysłowe ograniczyć o x procent. Sednem porozumienia będzie ujednolicenie standardów produkcji, bezpieczeństwa, uznawalności. Dzięki TTIP słynna "taśma Forda" wydłuży się wielokrotnie, umożliwiając zarówno amerykańskim, jak i europejskim producentom pełne wykorzystanie dobrodziejstw efektu skali: ograniczenia kosztów produkcji i maksymalizacji zysków.
Ta czysto „globalizacyjna” twarz TTIP ma też swoje potencjalnie ciemne strony. Na kwestie wolności Internetu zwrócił uwagę Adam Ostolski. Ponadto. USA nastają silnie na otwarcie unijnego rynku produktów spożywczych dla amerykańskiej żywności genetycznie modyfikowanej czy produkowanej przy użyciu hormonów. Podczas gdy dla wielu członków Kongresu, od których koniec końców zależy ratyfikacja umowy, europejski opór przed „wysoce technologiczną” żywnością z Ameryki pozostaje zupełnie niezrozumiały, dla Europejczyków żywność stanowi jedną z podstaw naszej kulturowej tożsamości. Nie po to wszak przez dekady przeznaczaliśmy gros unijnego budżetu na Wspólną Politykę Rolną, która produkuje najzdrowszą i najbezpieczniejszą żywność na świecie, by nasze półki zalały tanie i potencjalnie szkodliwe towary z USA. Jest to szczególnie ważne dla Polski, która dopiero co ustanawia swoją pozycję na rynku europejskim.
Jak na razie negocjatorzy z Komisji Europejskiej zapewniają nas, członków Komisji Rolnictwa Parlamentu Europejskiego, że kwestia żywności GMO czy pochodzącej z karmionych hormonami zwierząt nie pojawia się nawet na agendzie negocjacji. Rolą Parlamentu Europejskiego, który również musi wyrazić zgodę na zawarcie umowy, jest jednak uważne patrzenie negocjatorom na ręce, by nie powtórzył się przypadek z ACTA, kiedy to interesy konsumentów zostały zupełnie pominięte przez transatlantyckich biurokratów.
Polska ma szanse skorzystać z TTIP bardziej, niż nam się to wydaje. Silna pozycja gospodarcza i polityczna UE w świecie jak najbardziej leży w naszym interesie. USA mogą stanowić olbrzymi rynek zbytu dla naszego eksportu: czy to znakomitej żywności, czy przemysłowych produktów pośrednich, które dziś zasilają choćby niemiecką gospodarkę, a jutro mogą trafić do amerykańskich sklepów. Otwarcie rynku usług oznacza zaś spadek ich cen przy jednoczesnym wzroście zatrudnienia.
Nasz kraj nie może sobie pozwolić na ignorancję względem transatlantyckich negocjacji. W trakcie najbliższych miesięcy zapadną kluczowe decyzje ustanawiające reguły prowadzenia handlu w największej na świecie wolnej strefie. Te decyzje w końcu przełożą się na losy 500 milionów Europejczyków. Interes wielkich nie może w tym wszystkim zagłuszyć praw mniejszych graczy. Silna gospodarczo UE jest gwarancją bezpieczeństwa i dobrobytu Polski.
