Nie ma wątpliwości, że dyrektor szpitala ostentacyjnie łamie prawo przy wykorzystaniu srodków publicznych

REKLAMA
W publicznych dyskusjach nad wybrykami doktora Chazana, którego obywatelskie nieposłuszeństwo polega na odmówieniu realizacji praw pacjentki, zagwarantowanych polskim prawem, zwracano uwagę dotychczas tylko na ten aspekt. Słusznie zresztą, bo nie ma wątpliwości, że dyrektor szpitala ostentacyjnie łamie prawo przy wykorzystaniu srodków publicznych. Odmawianie usług medycznych, do których pacjenci mają prawo, jest najbardziej oczywistym łamaniem prawa, jeśli ma miejsce w instytucji publicznej albo przynajmniej korzystającej ze srodków publicznych.
Nie wiem dokładnie, jaki jest konkretny status prawny Szpitala Świętej Rodziny, któremu dyrektoruje prof. Chazan, ale po ogloszeniu przez niego wypowiedzenia posłuszeństwa obowiązującemu prawu - jako minimum powinien być pozbawiony dostępu do jakichkolwiek środków publicznych, choć zapewne jest tu miejsce na natychmiastowe odwołanie ze stanowiska i sprawę karną o zaniedbanie obowiązków służbowych.
Ale ja chciałbym tu zwrócić uwagę na inny, poza-prawny aspekt sprawy, a mianowicie, że oto doktor, mający do czynienia z najbardziej trudnymi i złożonymi problemami medycznymi ale i życiowymi kobiet, bez żenady przedstawia się jako mizogin, który lepiej wie, co jest dobre dla kobiet, który całkowicie ignoruje ich własne decyzje i wybory, a w konsekwencji traktuje je jako osoby mniej rozumne i mniej moralne.
Odpowiadając na pytanie dziennikarki, dlaczego nie chciał pomóc kobiecie bedącej w potwornie trudnej sytuacji, profesor Chazan mówi:
Jestem zdania, że donoszenie ciąży w tym przypadku byłoby lepsze. Różnie to bywa potem z tymi wspomnieniami. Myślę, że osiąganie szczęścia przez matkę w ten sposób jest chybionym pomysłem”.
Implikacja jest jasna: doktor Chazan wie lepiej, co przysporzy „szczęścia” kobiecie, co jest dla niej lepsze i jak uchronić ją przed przyszlymi „wspomnieniami”, które doktor Chazan antycypuje. To już nie jest żaden dyskurs o „prawie naturalnym”, „prawie Bożym”, świętości życia itp. To jest po prostu ostentacyjne dezawuowanie kobiety, która – można się domyślać – też dokonala jakiegoś rachunku sumienia, zapewne w rozmowach ze swym mężem/partnerem lub przyjaciółmi i uznała, że to jest właśnie droga do jej minimalizacji nieszczęścia w tej potwornie trudnej sytuacji.
Pech tej kobiety polegał nie na tym, że trafiła na doktora, ktory ma odmienne koncepcje moralne od niej, ale że ten doktor ma środki, by uniemożliwić jej realizację jej własnych decyzji, zgodnych z niby gwarantowanym przez polskie państwo prawem. I ma na tyle arogancji, by uznać, że może być mentorem i arbitrem, traktującym kobietę jako irracjonalną, niemądrą istotę, która nie wie, co jest dla niej dobre – więc on może to egzekwować z brutalną bezwzglednością. Stawia się względem niej jak rodzic wobec dziecka, które trzeba uchronić przed własną niedojrzałością. Czy taka powinna być postawa lekarza?
Tymczasem wszystko wskazuje na to, że Chazanizacja kraju postępuje i że będziemy mieli inne zawody zaufania publicznego, których reprezentanci wypowiadają posłuszenstwo prawu w imię dogmatów religijnych.To się będzie nasilać, bo jest wspierane przez Kościół, przy apatii panstwa. Oto słyszę, że właśnie toczy się akcja podpisów wśród adwokatów, by w tekście ślubowania było odwołanie się do Boga.
To oczywiście tylko poczatek, na razie symboliczny. Na wzór lekarskiej deklaracji wiary niedługo będziemy mieli adwokatów, którzy nie będą prowadzić spraw rozwodowych, bo są przeciwko i sędziów, wyznających wyższość prawa naturalnego nad jakimiś tam kodeksami.