Z ogromnym zadęciem PiS ogłosił, że kandydat Andrzej Duda podpisał “umowę z Polakami”. Kandydat zapewniał przy tym, że jest prawnikiem, wiec umowa ta jest dla niego święta. Prawnikiem musi być wszakże marnym, bo umowa, jak wiadomo, jest aktem dwustronnym, a na razie nie słyszałem, by jacyś Polacy już do tej umowy przystąpili; jest to więc umowa jednostronna, czyli byt wewnętrznie sprzeczny. Kto kształcił prawniczo kandydata Dudę?
REKLAMA
„Umowa” ma postać wielkiej tablicy z dziesięcioma przyrzeczeniami, kompletnie zresztą banalnymi. Ale zaraz zaraz, czy już ktoś wcześniej nie ogłosił dziesięciopunktowego programu, na tablicy uroczyście przekazanej ludowi? Pajacowanie Dudy, wcielającego się w Mojżesza, zresztą sympatyczniejszego od pierwowzoru, bo niekażącego na siebie tak długo czekać, nie ma granic.
W przemówieniu, towarzyszącym obdarowaniu Polaków dekalogiem, Duda ogłosił, że Polsce narzucane są lewackie ideologie po to, by nas osłabić, a w konsekwencji zmniejszyć naszą konkurencyjność w Europie. Groteskowość tego paranoidalnego przypuszczenia, popularnego zresztą wśród radiomaryjnej publiczności, wynika z faktu, że przecież te rzekomo „lewackie” teorie (gender?) są, zdaniem naszych Dudów, wszechobecne w Europie dręczonej cywilizacją śmierci, bo właśnie to tam jest legalne in vitro, aborcja, związki partnerskie i inne diabelskie pomysły. Czyżby Europa sama tak się najpierw osłabiła, zanim swoje defekty perfidnie jęła narzucać ewangelicznej Polsce?
Brednie, płynące ze strony kandydata Dudy i jego propagandystów, byłyby tylko zabawne, gdyby w Polsce istniała jakaś inna partia opozycyjna, umiejąca przeciwstawić obecnemu Prezydentowi jakiś spójny, inteligentny pogram. Coraz wyraźniej widać, że Jarosław Kaczyński celowo wystawił do kampanijnej gry plastikowego Picusia Glancusia, by nikt nie przypuścił, że w PiS istnieje jakikolwiek poważny polityk, poza nim. Mojżeszowa tablica Dudy tylko to potwierdza. Gdybym był człowiekiem głęboko religijnym, czułbym się pewno tym obrażony, a tak, to tylko mnie to śmieszy.
