Wielu komentatorów na różnych forach internetowych zareagowało oburzeniem i poczuciem zawstydzenia na fakt, że PiS wprowadził do komisji spraw zagranicznych Parlamentu Europejskiego temat Smoleńska, niejako przez zaskoczenie: w dyskusji nad punktem programu "bezpieczeństwo lotów nad obszarami ogarniętymi konfliktem i zagrożeń dla lotnictwa cywilnego ze strony samolotów wojskowych”, PiS-owscy europosłowie wprowadzili eksperta, który zaczął wygłaszać wykład o “zamachu smoleńskim”, aż mu (zupełnie słusznie) odebrano głos, bo to nie na temat.
REKLAMA
Oburzenia występem posłów i działaczy PiS nie podzielam. Wprost przeciwnie, myślę, że tym zagranicznym europosłom, którzy mogli ten incydent obserwować, zaserwowano coś, z czego Polska jest słusznie dumna. Oto do dostojnych sal Parlamentu zeszły postaci prosto z Mrożka, choć niewątpliwie pojawiły się też motywy z Gombrowicza. Ci dwaj giganci polskiej literatury XX stulecia mają w Europie Zachodniej ugruntowaną pozycję i oto, dzięki PiS-owi, niepodrabialny nurt polskiej literatury, odwzorowujący to zupełnie jedynie polskie połączenie buty z mizerią, ta walka na miny, ta groteska wysupływana z tragedii – zostały za darmo odtworzone przed widownią brukselską.
Bo skąd wzięły się te cudowne postaci, jeśli nie z kart Mrożka? Nadęta i zraniona w swej godności Anna Fotyga, rozedrgany i pełen świętego oburzenia Zdzisław Krasnodębski, groźny i posępny Antoni Macierewicz, pompatyczno-profesorski Ryszard Legutko… Proszę obejrzeć sobie te zdjęcia, przeczytać te wypowiedzi:
No dobrze, nie chcą Państwo tego oglądać, nie dziwię się. Więc opiszę skrótowo: to zapis moralnego nadęcia, poczucia krzywdy i żalu do całego świata, że nas nie rozumieją, że ignorują, że cenzurują i przerywają. To atakowanie jakichś Bogu ducha winnych europosłów minami, najsurowszymi ostrzeżeniami, domaganiem się działań natychmiastowych i przeprosin najsolenniejszych… Czy Mrożek by tego nie wymyślił, Gombrowicz nie zimitował?
Ale proszę się nie przejmować. Jak mi donoszą brukselskie źródła, gdy już z sali obrad wyszedł był ostatni cudzoziemiec, zrobiło się normalnie: Antoni Macierewicz zdjął monokl szefa tajnej policji, Anna Fotyga odkleiła minę naburmuszenia i ciepło się uśmiechnęła, profesor Legutko zrzucił profesorskie gronostaje, zzuł ciasne trzewiki i z westchnieniem ulgi założył wygodne sandały. I tylko profesor Krasnodębski podobno długo nie mógł się uspokoić.
