Doskonale potrafię sobie wyobrazić, że pierwszą reakcją niektórych czytelników na tytułowe pytanie może być: a co to mnie obchodzi, jak Wojciech Sadurski będzie głosował? Jest to zupełnie zdrowa reakcja i serdecznie, bez żadnej ironii zachęcam tych, którzy takie właśnie pytanie sobie zadają, by dalej nie czytali. Serdecznie dziękuję im za tę wirtualna wizytę, życzę zdrowia i do następnego spotkania, już po dniu wyborów.
REKLAMA
Może jednak tak się zdarzyć, że kogoś odpowiedź na pytanie o moją wyborcza decyzję jednak zainteresuje – i wyłącznie do nich zaadresowany jest ten wpis. Kto wie, może nawet kogoś przekonam, że moja decyzja jest racjonalna, choć nie to jest moim głównym celem. Celem jest raczej rodzaj publicznej ekspiacji i wyjaśnienia, bo z moją decyzją mam pewien problem. Musi ona być mianowicie poprzedzona przeprosinami.
Przepraszam zatem następujące partie: Razem, Zjednoczoną Lewicę, Nowoczesną i PSL, że żadnej z nich nie obdarzę klejnotem mojego głosu, gdy w te niedzielę, z odpowiednim kwitem w ręku, udam się do budynku Vongvanij w Bangkoku. Gdyby nie specjalne okoliczności, na każdą z nich mógłbym głosować spokojnie i być może z większym przekonaniem niż na partię, którą w końcu poprę. A zatem Adrianie Zandbergu, Barbaro Nowacka, Ryszardzie Petru i Januszu Piechociński – cieszę się, że jesteście na polskiej scenie politycznej, życzę Wam powodzenia, ale mam tylko jeden głos i Wam go nie mogę dać.
Zagłosuję na Platformę Obywatelską, choć robię to bez żadnego entuzjazmu i gdyby nie specjalne okoliczności, pewno poparłbym jedna z wymienionych powyżej partii. W PO coraz więcej mi się nie podoba. Ale jestem przekonany, że jest to obecnie jedyna siła polityczna, która jest w stanie zatrzymać PiS przed objęciem w Polsce pełni władzy, a to uważam za katastrofę ponad wszelkie wyobrażenie. Oddanie głosu na ZL, Razem, PSL lub Nowoczesną może być wsparciem partii, która i tak nie wejdzie do parlamentu (albo, co mniej prawdopodobne, wejdzie, a potem z jakichś przyczyn odmówi wejścia do koalicji anty-PiS-owskiej), a zatem de facto wsparciem PiS-u.
Wiem, jest to rodzaj samospełniającej się przepowiedni, która jest wobec partii mniejszych głęboko nie fair, bo stawia mniejsze partie w sytuacji beznadziejnej – ale dziś nie wolno ryzykować. Już wole być nie fair niż przyczynić się do władzy PiS. Tylko głosując na PO – z jej wszystkimi, irytującymi wadami – jestem w stanie przejawić odpowiedzialność za Polskę, powstrzymującą Jej stoczenie się w łapy PiS-u,
Czyli powstrzymującą przed:
• Polską coraz bardziej klerykalną, dyskryminującą nie-katolików (a już zwłaszcza niewierzących), obdarzającą hierarchie kościelną coraz wielkim wpływem na życie publiczne, jako zapłata za wspieranie PiS-u;
• Polską głęboko zideologizowaną w duchu niechęci do praw reprodukcyjnych kobiet, do uprawnień osób o orientacji homoseksualnej, do uprawnień par do poczęcia dziecka in vitro itp.; Polskę, w której podstarzali celibatariusze i bezdzietny kawaler na spółkę będą uczyli innych, jak prowadzić się w małżeństwie, rodzinie i sferze intymnej;
• Polską powszechnej paranoi i podejrzliwości, np. odgrzewającą kłamstwo smoleńskie, polegające na upatrywaniu w katastrofie smoleńskiej (w której zginęli winni tego strasznego wydarzenia) zamachu i spisku, gdy tylko będzie to przydatne dla politycznych porachunków i wendetty;
• Polską, której ustrój oparty jest na konstytucji nieliberalnej, wzorowanej na autorytarnym reżimie Orbana na Węgrzech – pośmiewisku Europy;
• Polską, w której media publiczne wejdą w ręce ludzi niekompetentnych, skompromitowanych i posługujących się metodami łajdackimi, określających się czasem mianem „niepokornych” lub „strefą własnego słowa”;
• Polską tolerancji dla największej afery finansowej II RP, z pazernym cwaniakiem w samym centrum, który przekształcił (być może zgodnie z prawem ale niezgodnie z podstawowymi zasadami uczciwości) pieniądze fundacyjne we własny, wielomilionowy majątek;
• Polską prowadzącą w sferze międzynarodowej politykę auto-marginalizacji i prowincjonalizacji, przez sprzymierzanie się z dziadowskimi rządami regionu, zamiast z najsilniejszymi państwami Unii i świata;
• Polską ośmieszającą się i zasługującą na słuszną krytykę za podejście rasistowskie, skrajnie egoistyczne i ksenofobiczne do przyjmowania uchodźców, traktowanych jako rozsadnicy chorób i nieszczęść wszelakich;
• Polskę nieumiarkowanych obietnic socjalnych, rozsadzających budżet, cofającą racjonalną reformę wieku emerytalnego;
• Polskę prowadzącą megalomańską „politykę historyczną”, ograniczającą wolność akademicką i artystyczną, narzucającą dominującą ortodoksję w podejściu do narodowej przeszłości, często ją otwarcie zakłamując, w duchu nacjonalistyczno-endeckim;
• Polskę, w której czołowe funkcje państwowe mogą odgrywać ludzie tak niebezpieczni lub tak kabotyńscy jak Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Mariusz Kamiński, Krystyna Pawłowicz czy Andrzej Zybertowicz.
• Polskę… - no dobrze, może wystarczy. Czytelnicy moich tekstów tutaj, a także w Wyborczej wiedzą, jakie są moje poglądy na te wszystkie spawy, więc nie ma potrzeby tego rozwijać.
• Polską głęboko zideologizowaną w duchu niechęci do praw reprodukcyjnych kobiet, do uprawnień osób o orientacji homoseksualnej, do uprawnień par do poczęcia dziecka in vitro itp.; Polskę, w której podstarzali celibatariusze i bezdzietny kawaler na spółkę będą uczyli innych, jak prowadzić się w małżeństwie, rodzinie i sferze intymnej;
• Polską powszechnej paranoi i podejrzliwości, np. odgrzewającą kłamstwo smoleńskie, polegające na upatrywaniu w katastrofie smoleńskiej (w której zginęli winni tego strasznego wydarzenia) zamachu i spisku, gdy tylko będzie to przydatne dla politycznych porachunków i wendetty;
• Polską, której ustrój oparty jest na konstytucji nieliberalnej, wzorowanej na autorytarnym reżimie Orbana na Węgrzech – pośmiewisku Europy;
• Polską, w której media publiczne wejdą w ręce ludzi niekompetentnych, skompromitowanych i posługujących się metodami łajdackimi, określających się czasem mianem „niepokornych” lub „strefą własnego słowa”;
• Polską tolerancji dla największej afery finansowej II RP, z pazernym cwaniakiem w samym centrum, który przekształcił (być może zgodnie z prawem ale niezgodnie z podstawowymi zasadami uczciwości) pieniądze fundacyjne we własny, wielomilionowy majątek;
• Polską prowadzącą w sferze międzynarodowej politykę auto-marginalizacji i prowincjonalizacji, przez sprzymierzanie się z dziadowskimi rządami regionu, zamiast z najsilniejszymi państwami Unii i świata;
• Polską ośmieszającą się i zasługującą na słuszną krytykę za podejście rasistowskie, skrajnie egoistyczne i ksenofobiczne do przyjmowania uchodźców, traktowanych jako rozsadnicy chorób i nieszczęść wszelakich;
• Polskę nieumiarkowanych obietnic socjalnych, rozsadzających budżet, cofającą racjonalną reformę wieku emerytalnego;
• Polskę prowadzącą megalomańską „politykę historyczną”, ograniczającą wolność akademicką i artystyczną, narzucającą dominującą ortodoksję w podejściu do narodowej przeszłości, często ją otwarcie zakłamując, w duchu nacjonalistyczno-endeckim;
• Polskę, w której czołowe funkcje państwowe mogą odgrywać ludzie tak niebezpieczni lub tak kabotyńscy jak Jarosław Kaczyński, Antoni Macierewicz, Mariusz Kamiński, Krystyna Pawłowicz czy Andrzej Zybertowicz.
• Polskę… - no dobrze, może wystarczy. Czytelnicy moich tekstów tutaj, a także w Wyborczej wiedzą, jakie są moje poglądy na te wszystkie spawy, więc nie ma potrzeby tego rozwijać.
Takiej Polski po prostu autentycznie i szczerze nie chcę – nie tylko dla siebie, ale także dla moich współobywateli. I by zmniejszy niebezpieczeństwo ewolucji Polski w tych kierunkach – oddam głos na Platformę. Może będę musiał zacisnąć zęby – ale przynajmniej nie będzie potrzeby zatykania nosa.
