Apel Jarosława Kaczyńskiego, by zaprzestać ostrej walki politycznej w Polsce przynajmniej do zakończenia pielgrzymki Papieża, przyjąć należy z entuzjazmem. Stwarza on wreszcie nadzieję na wyprostowanie ścieżek państwa polskiego i przywrócenie dobrego imienia Polski na świecie.

REKLAMA
Na początek, oznacza to wyparcie się przez Prezydenta obelżywych określeń pod adresem oponentów politycznych (że chcą Polski "dojnej", że czuli się "przyspawani do foteli", że chcą powrotu dawnych przywilejów) i traktowanie ich z szacunkiem. W sferze instytucjonalnej, Prezydent podejmie wreszcie działania zgodne z konstytucją (np. przyjmując ślubowanie od legalnie wybranych sędziów TK), gdyż ta obstrukcja jest istotnym źródłem dzisiejszego ostrego konfliktu politycznego w Polsce. No i przestanie łgać w zagranicznych mediach (ostatnio, w Washington Post) na temat źródeł obecnego kryzysu konstytucyjnego. Te łgarstwa mają charakter prowokacyjny i przyczyniają się do eskalacji walki politycznej.
Również Premier Beata Szydło zaprzestanie nikczemnych oskarżeń opozycji, przypisujących jej niecne motywy w związku z umiędzynarodowieniem polskiego kryzysu konstytucyjnego. Nie będzie też judziła przeciwko uchodźcom, ogłaszając np. odstąpienie od przyjmowania ich w Polsce pod pretekstem reakcji na zamachy brukselskie, w których żadni uchodźcy przecież nie brali udziału. Odstąpienie od takich głupot poważnie oczyści i uspokoi polską politykę, gdyż pokaże, że rząd nie akceptuje rasistowskich, ksenofobicznych stanowisk.
Minister Obrony Narodowej rozwiąże operetkową podkomisję powołaną po to, by uzasadnić absurdalną tezę o zamachu 10 kwietnia 2010 – tezę, której implikacją jest oskarżenie części polskiej elity politycznej o potworną zbrodnię, przynajmniej przez mataczenie lub zaniechania w śledztwie.
Gdy już wszyscy zależni od Prezesa – autora rzeczonego apelu – urzędnicy i politycy podejmą szczerze wynikające zeń postulaty, nareszcie klimat polityczny w Polsce poprawi się, a trawiąca Kraj walka polityczna zredukuje się do normalnych rozmiarów rywalizacji między władzą a opozycją w państwie demokratycznym. I być może, stan ten trwał będzie dłużej niż do opuszczenia polskiego terytorium przez Papieża Franciszka.