„Jak podał doradca Baracka Obamy, Prezydent USA spotkał się z Prezydentem Polski: rozmowa była krótka ale treściwa. Obaj Prezydenci rozmawiali o bezpieczeństwie nuklearnym na świecie, a także o sytuacji wokół Sądu Najwyższego USA”.
REKLAMA
Coś pomyliłem? Chyba tak.
Doradca Andrzeja Dudy, Krzysztof Szczerski, cieszy się jak dziecko, że Prezydent Obama nie tylko dopuścił Andrzeja Dudę na zbiorowa kolację, ale także że spotkał się jednak, na parę minut przed kolacją, w cztery oczy z jego szefem. Na jego miejscu – wcale bym się nie cieszył. Raczej zapadłbym się pod ziemię ze wstydu.
Jak Krzysztof Szczerski musiał przyznać, przedmiotem „krótkiej ale treściwej” rozmowy, były sprawy międzynarodowe, ale także sytuacja związana z Trybunałem Konstytucyjnym. Krótko mówiąc – Andrzej Duda został wezwany na dywanik.
Nie wiem, jakie wyjaśnienia złożył Prezydentowi Obamie, który słusznie uczynił, domagając się wytłumaczenia łamania Konstytucji w Polsce. Jeśli powiedział to samo, co w wywiadzie dla Washington Post, albo w Krajowej Radzie Prasy – to kłamał. Nie jest prawdą, że powodem kryzysu jest „skok na TK” w wykonaniu PO, zaś działania PiS-u mają charakter „naprawczy”.
Obama nie jest naiwny, a źródła informacji ma wiarygodne. Nie potrzebuje Andrzeja Dudy, by dowiedzieć się, co się dzieje w Warszawie. Ale fakt, że wewnętrzne zawirowania w Polsce były, jak publicznie wyznała to strona polska, przedmiotem „krótkiej acz treściwej” rozmowy, jest wielkim afrontem dla polskich urzędników, wyrażającym symbolicznie niezadowolenie USA z powodu działań polskich władz.
Niestety – całkowicie zasłużonym.
