Jakie może być znaczenie zaskakującego pojęcia „premier pozaparlamentarny”? Premier pozaparlamentarny nie rządzi; ma jednak atut, o jakim żaden polityk, mający w dzisiejszej Polsce szanse na sejmowe wsparcie, nawet nie może marzyć...

REKLAMA
Warto zastanowić się nad tym, czym właściwie miałby być “premier pozaparlamentarny", zapowiadany przez Jarosława Kaczyńskiego na sobotniej konwencji PiS, tudzież kto właściwie miałby go powołać. Wbrew temu, co zasugerował Prezes, pojęcie to mało jest znane współczesnemu konstytucjonalizmowi. Mówi się czasem (choć rzadko) o pozaparlamentarnym gabinecie (choć nie premierze!) w odniesieniu do systemu prezydenckiego, jakim są Stany Zjednoczone, gdyż tam skład rządu nie zależy od zgody parlamentu, ale od decyzji Prezydenta. Szkopuł w tym, że w Polsce mamy zupełnie inną konstytucję, ale gdyby nawet nie wiem jak ją sfalandyzować dla potrzeb Prezesa to jest wątpliwe, by chciał on misję powołania pozaparlamentarnego Premiera powierzyć Prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu.
Nie sądzę również, by Prezes miał na myśli rząd ekspertów, kierowany przez osobę nie będącą liderem większościowej koalicji (jak np., obecnie we Włoszech rząd Montiego) gdyż określenie takiego premiera jako „pozaparlamentarnego” jest całkowicie bez sensu, o czym prawnik – a niegdyś mój kolega na prywatnym seminarium prawniczym Stanisława Ehrlicha, Jarosław Kaczyński – musi doskonale wiedzieć. Taki premier jest jak najbardziej "parlamentarny” gdyż zarówno jego powołanie jak i trwanie zależą bezpośrednio od woli politycznej parlamentu, w którym – niestety dla Pezesa – obowiązuje nadal zasada, że większość podejmuje wiążące decyzje. Być może taką większość jeszcze zdobędzie dzięki glosom tych wyborców, których dziś właśnie intensywnie na ulicach Warszawy budzi – ale to dopiero będzie za kilka lat, a nazwisko kandydata na pozaparlamentarnego mamy poznać już w ten poniedziałek.
Jeśli więc ani jedno ani drugie – to jakie może być znaczenie zaskakującego pojęcia „premier pozaparlamentarny”? Myślę, że mniej więcej takie, jak piwo bezalkoholowe albo wyrób czekolado-podobny. Premier pozaparlamentarny nie ma za sobą większości parlamentarnej, a zatem w sensie konstytucyjnym - nie rządzi, nie jest zwierzchnikiem ministrów, nie podejmuje decyzji z mocą wiążącą, nie ma dostępu do żadnych instrumentów władzy, jakimi dysponuje Prezes Rady Ministrów. Ma jednak atut, o jakim żaden polityk, mający w dzisiejszej Polsce szanse na sejmowe wsparcie, nawet nie może marzyć.
Atutem tym najcenniejszym jest – klejnot zaufania Prezesa Kaczyńskiego.
Do czasu, oczywiście, do czasu…