Skład marszu, nawet na jego obrzeżach, jest symbolicznym przekazem o poglądach i politycznych wyborach jego głównych organizatorów.

REKLAMA
Dlaczego przyzwoici ludzie, którzy będą mieli okazję być jutro w Warszawie, powinni wybrać się na obchody niepodległości z udziałem Prezydenta Komorowskiego? Z trzech powodów.
Po pierwsze – ze względu na osobę gospodarza obchodów. Bronislaw Komorowski, na bardzo długo przed swoją prezydenturą, organizował marsze i demonstracje niepodległościowe – gdy było to naprawdę niebezpieczne, a określenie “działacz niepodległościowy” miało swój realny sens – także wymierny w represjach i dotkliwych kosztach. Dzisiejsi “działacze niepodległościowi” to rekonstruktorzy, starający się odtworzyć dla zabawy i dowartościowania się to, na co nie mieli odwagi – lub byli za mali – gdy walka o niepodległość oznaczała wybór, za którym stało niebezpieczeństwo i ryzyko. Komorowski ma piękną kartę opozycyjną – człowieka dzielnego I wpisującego się w sztafetę polskich pokoleń patriotycznych. Tego nikt mu nie odbierze – na pewno nie ci, którzy odkryli w sobie ducha antykomunistycznego już po upadku komuny, a umiłowanie niepodległości – po tym jak Polska stała się niepodległa i niezależna.
Po drugie -- ze względu na urząd gospodarza. Nie lubię używać górnolotnych słów, nawiązujących do “majestatu” itp. Ale to właśnie Bronisław Komorowski wybrany został, najpierw w swojej partii, w bezprecedensowo demokratycznych “primaries”, a potem przez obywateli w głosowaniu powszechnym. I to właśnie on reprezentuje polską wolę powszechną. Podobnie jak poprzednik – choć w przeciwieństwie do poprzednika, nikomu nie meldował o wykonaniu zadania, co symbolicznie utwierdzalo publiczne przekonanie o trwałej więzi partyjnej głowy państwa. Prezydent jest reprezentantem wszystkich Polaków – wyświechtane hasło, które jest o tyle łatwe do przyjęcia, że funkcje Prezydenta w polskim ustroju nie są specjalnie duże. Ale właśnie funkcja reprezentacyjna, symboliczna “odświętna”, jest oczywista. I pójście na marsz prowadzony przez Prezydenta jest formą zademonstrowania lojalności wobec instytucji Rzeczypospolitej, a nie konkretnego polityka.
Po trzecie -- ze względu na alternatywę (uwaga: pomijam tu dwa marsze lewicowe: PPS i Ruchu 11 listopada, które siłą rzeczy mają wąską grup adresatów). Jak napisałem we wczorajszym blogu, do “alternatywnego” Marszu Niepodległości przyklejają się grupy i organizacje, z którymi przyzwoity człowiek nie powinien mieć nic wspólnego. Nikt nie musi nazywać swej organizacji tak, jak przedwojenny faszyzujący, agresywnie antysemicki ruch. Ale jeśli już taki jego wybór – to nikt inny nie musi akceptować takiego towarzystwa w swoim marszu. Skład marszu, nawet na jego obrzeżach, jest symbolicznym przekazem o poglądach i politycznych wyborach jego głównych organizatorów. (Nie mówimy o ludziach, którzy wbrew intencjom organizatorów przypałętają się w ostatniej chwili –na to nikt nie ma wpływu. Ale mówimy o uczestnikach grupy organizacyjnej czy grupy wsparcia).
Profesjonalne zboczenie nakazuje mi przytoczyć tu mało znany wyrok amerykańskiego Sądu Najwyższego z 1995 w sprawie, dotyczącej dorocznej parady irlandzkiej w Bostoni, w której chciała wziąć udział także irlandzka grupa gejowska, powpołując się przy tym na chronione konstytucyjnie (Pierwsza Poprawka) prawo do zgromadzeń (Hurley v. Irish American Gay Group of Boston). W jednomyślnym orzeczeniu, Sąd uznał, że nikt nie ma obowiązku przyjmować do swojej demonstracji grup, które zakłócałyby zamierzony “przekaz” danego zgromadzenia, gdyż parady objęte są prawem wolności słowa, a zatem do dowolnego kształtowania planowanego przekazu. Otwierając swe uzasadnienie, sędzia Souter zacytował zdanie S. Davisa z klasycznej książki “Parady i władza: teatr uliczny w 19-wiecznej Filadelfii”: “Parady są publicznymi przedstawieniami relacji społecznych, w których odtwórcy definiują, kto może być aktorem społecznym i jakie tematy i idee mogą być komunikowane” ("parades are public dramas of social relations, and in them performers define who can be a social actor and what subjects and ideas are available for communication and consideration"). – Warto zapamiętać tę myśl, wybierając sobie jutro współ-towarzyszy Marszu.