Gdy tylko polscy naziole urządzą jakąś nową burdę, a po stronie liberalnej podnoszą się głosy protestu, prawica natychmiast wkracza, nie po to by chuliganów potępić, ale by zaprotestować przeciwko protestowi.

REKLAMA
O kolejnym wyczynie polskich narodowców, tym razem na wykładzie profesora Baumana, napisano w tym miejscu już wiele i mądrze. Nie chcę nic do tego dodawać, natomiast zwracam uwagę na interesujące Postscriptum, a mianowicie reakcję polskiej prawicy, a już zwłaszcza ulubionego filozofa PiSu, Ryszarda Legutko.
W takich sytuacjach, utrwalił się już pewien schemat: gdy tylko polscy naziole, albo po prostu totalniacy, urządzą jakąś nową burdę, a po stronie nazwijmy to liberalnej podnoszą się głosy protestu, prawica natychmiast wkracza, nie po to by chuliganów potępić, ale by zaprotestować przeciwko protestowi. Jest to, mocą podwójnego przeczenia, afirmacja a w każdym razie usprawiedliwianie dziarskich chłopaków, nawiązujących do ONR, Falangi lub innych quasi-faszystowskich ugrupowań przedwojennych, a którzy na naszych oczach właśnie „idą w Polskę zrobić porządek”.
Intelektualista jakiejkolwiek orientacji światopoglądowej czy politycznej, wyrażając pośrednie choćby usprawiedliwienie dla ekstremistycznej chuliganerii, podcina gałąź na której wszyscy siedzimy, tak lewica jak i prawica, tyle że intelektualiści-propagandyści przedkładają wierność partii i jej kokietowanie brunatnych nad uczciwość intelektualną.
A czasem działa zwykła zazdrość.
Oto w komentarzu, będącym pokłosiem awantury wrocławskiej, profesor Legutko pisze m.in., że Bauman ze swej przeszłości „wcale się nie rozliczył, nie okazał skruchy i nie ma zamiaru tego uczynić. W wypowiedziach dla mediów obcojęzycznych nawet dumnie stwierdził, że walczył z siłami ciemności i że ogólnie miał rację. Trudno się więc dziwić, że znajdują się ludzie w Polsce, których to mierzi. Jest coś głęboko niestosownego w fakcie, że gwiazda intelektualna zbywa najpoważniejsze oskarżenia, a rzesza akolitów gdaka wokół niego w świętym oburzeniu wobec krytyków lub w równie świętym uwielbieniu wobec każdego słowa mistrza”.
Sugestia, że podgolonych kiboli z WKS Śląsk „mierzi” brak skruchy ze strony profesora Baumana za swoją przeszłość sprzed mniej więcej 60 lat (na dodatek wyrażony w mediach obcojęzycznych, skrupulatnie czytanych jak wiadomo w środowisku WKS Śląsk) jest już chyba zbyt niemądra, nawet jak na ideologów PiS. Natomiast zawiść pod adresem jednego z najwybitniejszych intelektualistów ze strony prof. Legutki – przyznajmy to, filozoficznego średniaka, całkowicie niezauważalnego poza Polską – jest aż nadto widoczna.
Intensywnie starając się znaleźć uzasadnienie dla tego, co mierzi kiboli i nazioli z NOP tak bardzo, że aż przyszli ryczeć na wykładzie, prof. Legutko znajduje tylko słowa potępienia dla działań policji:
„Ta akcja policji stanowi niejako zwieńczenie polityki ogólnej nietykalności dla Baumana i jemu podobnych oraz budowania wokół nich szczelnej ochrony przed piętnowaniem ich komunistycznej przeszłości. W dzisiejszej Polsce takich ludzi jak Bauman nie wolno o tę przeszłość pytać, nie wolno domagać się wyjaśnień, a atmosfera jest taka, że nawet mało kto waży się o niej napisać”.
„Pytanie o przeszłość” lub „domaganie się wyjaśnień” w formie wrzasków uniemożliwiających przeprowadzenie wykładu jest osobliwą formą dyskursu, na jaki liczy prof. Legutko. Gdy pisze zaś, że o przeszłość „ludzi takich jak Bauman” nie wolno pytać, to chyba trochę się pogubił, bo jego partia i sprzyjający jej publicyści nie robią niczego innego od wielu lat.
Wystąpienie profesora Legutki – a jestem pewny że w ślad za nim przyjdą dalsze z tamtej strony – jest uwieńczeniem stoczenia się intelektualisty – nie jakiegoś geniusza, ale w końcu profesora uniwersyteckiego – w rewiry, w których króluje tłuszcza i motłoch. Nie jest to naturalne środowisko dla profesora filozofii, chociaż, jak wiemy z niedawnej historii, istnieje rodzaj perwersyjnej fascynacji ze strony intelektualistów filozofią „mocy” i „czynu”. Na szczęście Ryszard Legutko to nie Martin Heidegger ani Carl Schmitt, a NOP to nie NSDAP, ani nawet Jobbik. Na razie.