REKLAMA
„A na koniec będziemy musieli przyznać małpom prawa wyborcze” – chichocze redaktor Dominik Zdort w Rzeczpospolitej (5 lipca 2013), tak puentując próby ograniczenia rytualnego uboju zwierząt. Ale czy to będzie dużo gorsze od faktu, że z praw wyborczych obecnie korzysta np. pan redaktor Zdort?
Myśl przewodnia artykułu Zdorta jest taka: w obecnym sporze o ubój rytualny mamy po jednej stronie – wolność religii, a po drugiej – jakieś sentymentalne i motywowane niechęcią do religii użalanie się nad zwierzątkami, w imię, cytuję, „praw zwierzęcia i obywatela”. Jest to oczywiście nieprawda: bardzo niewielu z nas, oponujących przeciw ubojowi rytualnemu, mówi o „prawach zwierząt”. Podobnie jak zapewne redaktor Zdort (choć w odróżnieniu od mojego dobrego kolegi Petera Singera), uważam, że pojęcie „prawa zwierząt” jest niekoherentne, ale w kontraście do redaktora Zdorta nie uważam, by chęć minimalizacji cierpień istot czujących i podatnych na cierpienia, była czymś śmiechu wartym.
A Redaktor Zdort nie tylko się śmieje, ale wręcz ryczy ze śmiechu, nieopanowany rechot zaciemnia mu zdolność myślenia. Pisze bowiem np.: „Nie dajmy się więc zastraszyć określeniami typu "bestialskie zarzynanie". Bo gdy na jednej szali mamy prawa człowieka i wolność wyznania, a na drugiej "prawa zwierząt" (pojęcie sztuczne i stworzone na siłę), to nie powinno być wątpliwości, co jest ważniejsze.”
Błąd, haniebny błąd logiczny niegodny osoby korzystającej z praw wyborczych, a odmawiającej tych praw małpie, która niewykluczone takiego błędu by nie popełniła. Konflikt wartości w tym przypadku nie polega na konflikcie między „prawami zwierząt” z jednej strony (tylko minimalizacją niepotrzebnego cierpienia) a „wolnością wyznania” z drugiej – bo ubój rytualny jest tylko jednym, skrajnym roszczeniem wysuwanym przez pewne religie w imię wolności wyznania. Czy jeśli jutro inna religia zechce zarżnąć rytualnie redaktora Zdorta przed wejściem do Działu Opinii w Rzeczpospolitej, uzna on to, w ostatnim heroicznym akcie swego redaktorskiego życia, za realizację praw człowieka i wolności wyznania owej anty-Zdortowej religii?
No dobrze, powie ktoś, redaktor Zdort to nie królik, świnka albo małpa, przynajmniej pod pewnymi względami. To prawda i sam gotów jestem to zaświadczyć, jako ktoś, kto ze skądinąd miłym i grzecznym redaktorem Zdortem kiedyś współpracował z pełnym dla siebie ukontentowaniem. Ale z punktu widzenia podstawowej cechy relewantnej, w oparciu o którą niektórzy z nas sprzeciwiają się ubojowi rytualnemu i innym barbarzyńskim praktykom, uprawianym w imię tej czy innej religii, jesteśmy, redaktorze Zdort, w jednej łodzi z królikami, świnkami i małpami. I one i my cierpimy, gdy nam się zadaje ból (pamięta Pan monolog Shylocka?), a minimalizacja zbędnego bólu jest szlachetnym przykazaniem wielu systemów moralnych, o których być może słyszał Pan kiedyś, redaktorze. Także religijnych, włączając religię, której jednym z najpiękniejszych ikonograficznych przekazów jest Święty Franciszek rozmawiający z ptaszkami, albo święty Hieronim, opiekujący się lwem, któremu wyjął był kieł z łapy i który z wdzięcznej miłości nie odstępuje go ani na krok.
Religia ta powinna być redaktorowi Zdortowi bliska. I oczywiście jest coś budującego w tym, że polska katolicka prawica nagle tak bardzo ujmuje się za ortodoksyjnymi Żydami i Muzułmanami (czy tak samo będzie walczyć o prawo do budowy meczetów w miastach?), choć szkoda, że akurat przy okazji obrony ich prawa do barbarzyńskiego zarzynania przytomnych zwierząt. Jeśli nie potrafi odróżnić Pan, redaktorze Zdort, realizacji wolności wyznania od prawa do czynów barbarzyńskich, okrutnych, choćby w imię jakiejś interpretacji ksiąg świętych tej czy innej religii – to naprawdę pora oddać swe prawo wyborcze jakiemuś odchowanemu, dojrzałemu, dobrze sprawującemu się gorylowi albo orangutanowi.