Nie da się być Eurosceptykiem w Warszawie i Euroentuzjastą w Kijowie

REKLAMA
Wizyta Jarosława Kaczyńskiego na Ukrainie jest rzeczą dobrą – nie należy tracić żadnej możliwości przekazania naszym sąsiadom i przyjaciołom gestu solidarności. Ale jednocześnie, już z czysto wewnętrznej, polskiej perspektywy, przekaz Kaczyńskiego w Kijowie ukazuje, jak pokrętna, dwulicowa i niekoherentna jest polska prawica w swym stosunku do Unii Europejskiej.
Abstrahuję od tego, że kabotyństwem jest, a może i bezczelnością, gdy polski polityk poucza Ukraińców „Nie lękajcie się”. Kaczyński nie nawiedza Kijowa po to, by wzywać demonstrantów do boju, w którym on sam nie dostanie po plecach (no chyba ze juz tam zostanie). Co innego jest ważne. W haśle Kaczyńskiego, że „Ukraina potrzebuje Europy a Europa potrzebuje Ukrainy”, jeśli (zgodnie z intencjami mówcy) pod słowo „Europa” podstawić „Unia Europejska”, tylko połowa jest prawdziwa. Tak, Ukraina potrzebuje UE – dokładnie z takich samych przyczyn, z jakich my, Czesi czy Rumuni i Bułgarzy potrzebowaliśmy Unii Europejskiej w roku 2004 i 2007. I to wcale nie po to, by zyskać łatwiejsze wejście na zachodnio-europejskie rynki zbytu i załapać się na rozmaite granty, dotacje i programy pomocowe – ale by wejść w dyscyplinę cywilizacyjna, dającą gwarancję, że będziemy mieli prawo, gospodarkę i demokrację zgodną ze standardami tam wypracowanymi, a do których tylko aspirowaliśmy.
Unia wcale nie potrzebuje Ukrainy, tak jak nie potrzebuje Turcji czy Serbii, a w 2004 nie potrzebowała Polski, Łotwy czy Słowacji. To kandydatom zależy, a starzy członkowie klubu godzą się na to głównie, bo zobowiązuje ich do tego solidarność europejska. Ta sama, w imię której polscy politycy jeżdżą dziś na Majdan.
Ale namawiając Ukraińców do starania się o wejście do Unii, Kaczyński przyznaje, że Unia musi być silna – bo słaba Unia w niczym nie jest Ukraińcom przydatna. Potrzeby handlowe i gospodarcze mogą w pełni załatwić traktatem o sąsiedztwie. Ukraińcom potrzebna jest Unia, która zapewni na Ukrainie nowoczesny lad cywilizacyjny – a tylko Unia silna, spójna, z efektywnymi instrumentami realizacji swych norm może to zrealizować. A zatem nie da się być Eurosceptykiem w Warszawie i Euroentuzjasta na Majdanie.
Nie rozumie tego zupełnie nasza prawicowa publicystyka, zapętlona w popieranie Prezesa PiS bez względu na jego łamańce. Jeden z jej przedstawicieli, Piotr Zaremba zapewnił, że jest „teraz (choć nie fizycznie) z Kaczyńskim w Kijowie” a jednocześnie dodał, że dzięki Ryszardowi Czarneckiemu zrozumiał, że warto Ukrainę do Unii namawiać wciągać także i dlatego, że Unia z Ukrainą w swym składzie nigdy nie będzie spójna, a zatem nie stanie się super-państwem. Oba te geniusze polityczne – Czarnecki i Zaremba – chcą wiec braci-Ukraińców do Unii, by tę Unię osłabiać. Nie widza, nieboraki, że Unia słaba na nic Ukraińcom się nie przyda. Nam zresztą również.