List Pasterski w sprawie gender daje dobry wgląd w zbiorowe myślenie polskich hierarchów – warto go przeczytać uważnie, bo Episkopat to jedna z najbardziej wpływowych elit, mająca wielkie znaczenie dla polskiego życia społecznego, w tym także prawa, na które stara się usilnie wpływać. List daje wgląd nie tylko w poglądy, ale też poziom argumentacji. Wrażenie nie jest budujące.

REKLAMA
Jak pisałem tu ostatnio, samo słowo gender jest po prostu synonimem płci – traktowanie tego jako ideologii jest takim samym absurdem, jak gdyby ktoś mówił o ideologii ludzkiego wieku, wykształcenia albo koloru włosów. Rzecz jasna, w społeczeństwie do rozmaitych cech ludzkich – w tym także płci - przywiązuje się rożne znaczenia i funkcje społeczne. O tym zresztą mówi niechcący sam list pasterski stwierdzając, że płeć biologiczna ma znaczenie społeczne. Ale nie ma jednej, przyjmowanej powszechnie ideologii „gender”, tak jak nie ma ideologii „age” albo „colour of hair” – Kościół więc walczy ze strachem na wróble, którego właśnie mozolnie zmontował.
Jak rozumiem, Kościół odrzuca w „genderze” ideę, że z biologicznych cech płciowych nie wynikają w sposób nieunikniony określone cechy społeczne. Czyli płeć determinuje role społeczne. W porządku, to może być jakiś początek rozmowy. Początek oczywiście bardzo ułomny, bo wszyscy wiemy, że takie rzeczy jak np. podział zadań rodzinnych, zawodowe szanse kobiet, powinności względem dzieci – to sprawy zmienne historycznie i społecznie. Mężczyzna nigdy nie nakarmi dziecka piersią, ale już to np. czy powinien przysługiwać mu urlop na opiekę nad dzieckiem, gdy matka w tym czasie idzie do pracy, jest kwestią zmieniających się norm społecznych a nie biologii. Ale przypuśćmy, że różnica między stanowiskiem Kościoła a tym, co pochopnie nazywa się „genderem” polega na tym, że zakres owej determinacji biologicznej jest w perspektywie Kościoła dużo większy niż w „genderyzmie”.
Powiedzmy. Ale zaraz potem ten sam Kościół wikła się w wewnętrzną sprzeczność, gdy całkowity brak determinacji biologicznej przypisuje orientacji seksualnej. Episkopat mianowicie pisze: „Według tej ideologii (gender – przyp, WS) człowiek może siebie w dobrowolny sposób określać: czy jest mężczyzną czy kobietą, może też dowolnie wybierać własną orientację seksualną". Czyli, zdaniem Kościoła, orientacji (podobnie jak płci) wybierać nie można. A skoro tak, to jak można nawoływać homoseksualistów do zmiany orientacji? Pisze Episkopat: „Kościół w żaden sposób nie zgadza się na poniżanie osób o skłonnościach homoseksualnych, ale równocześnie z naciskiem podkreśla, że aktywność homoseksualna jest głęboko nieuporządkowana…”., A zatem homoseksualiści powinni się jakoś „uporządkować”, nie są więc zdeterminowani biologicznie w swych seksualnych potrzebach. Zupełnie na odwrót niż płeć, która ma determinować biologicznie role kobiece i męskie….
Fakt, że Kościół nie dostrzega tej wewnętrznej sprzeczności wskazuje, jak niską ma opinię o inteligencji swych słuchaczy. Ale może inaczej dzisiejszy polski Kościół po prostu nie umie? Na to wskazywałoby istnienie księdza Oko „teologa i filozofa z Uniwersytetu Papieskiego w Krakowie”.. W niedawnym wywiadzie, powiedział Ksiądz Oko m.in. że genderyzm, jak wszelki ateizm, „jest jak nienarodzone dziecko, które odrzuca istnienie swojej matki”. Nic nie zmyślam, słowo daję:
http://wpolityce.pl/wydarzenia/70540-ks-oko-to-co-robi-tygodnik-powszechny-w-sprawie-gender-to-jawna-zdrada-to-piata-kolumna-kon-trojanski-w-kosciele-nasz-wywiad
Dotychczas słyszeliśmy o odwrotnym horrorze: wyrodna matka odrzucająca swe nienarodzone dziecko, będące z natury istotą niewinną i bezbronną. Ale ten tradycyjny obraz nie jest w oczach ks. Oko dostatecznie demoniczny, więc w wybuchu anty-genderowego gniewu ksiądz Oko odwraca makabrę: oto paskudny poczęty-nienarodzony wyrzeka się bezczelnie własnej matki. Co jeszcze rozbuchana wyobraźnia reprodukcyjna złośliwego celibatariusza może mu podsunąć? Niepoczęty gej, lgnący perfidnie do bogobojnych mężczyzn?
Powie ktoś: w każdej grupie znajdzie się Oko, na podstawie którego nie wolno uogólniać. A zatem nie uogólniam. Jakość i treść Listu Pasterskiego nie pozostawiają jednak złudzeń. No ale postarajmy się na ten Nowy Rok znaleźć w nim coś bardziej konstruktywnego. Oto pod koniec Listu hierarchowie zalecają, by wzorem postępowania stała się Święta Rodzina z Nazaretu.
To może być piękny model: kochająca się rodzina, wiedziona przez życie miłością, wzajemnym bezwarunkowym wsparciem i wiarą. Ale zaraz zaraz… Byle ktoś nie potraktował tego modelu zbyt dosłownie, nieselektywnie. Ślub już w trakcie zaawansowanej ciąży, matka traktująca syna jak Boga, syn przekonany, że matka jest dziewicą, ojczym pracowicie uczący syna porządnego fachu, którego następnie syn nie zamierza praktykować… Naśladować warto więc z rozwagą – czego swym Czytelnikom na Nowy Rok życzę.