
Zapowiadana jest kolejna debata, tym razem PiSu, o bezrobociu. Prezes Jarosław Kaczyński chce stworzyć więcej miejsc pracy. Tylko po co? Polakom (tu mam na myśli ludzi młodych) nie chcę się pracować! Najlepiej upić się, zapalić, ponarzekać, pójść na szewską, bawić się, bawić się, bawić się, wyrzygać się przed klubem, bawić się, bawić się…
REKLAMA
Dlaczego pokolenie JP nie ma pracy?
CV. Nie potraficie ich pisać. Dostałem zadanie od szefa, znalezienia promotorów (ludzi promujących restaurację) i to na wczoraj, więc szybko zabieram się do roboty – ogłoszenia, telefony etc. Dostaję masę CV, około stu. I co? 20% były bez zdjęcia, a szukając promotora muszę wybierać przyjazne i uśmiechnięte twarze. 20% CV było z literówkami lub źle napisane co świadczy o niechlujności, więc odpadają. Łatwo policzyć, zostaję mi 60% osób. Jest nieźle. Tyle że kolejne 20% nie odbiera i nie oddzwania. Z 40% chętnych się umawiam.
Rozmowa kwalifikacyjna. Też źle. Spotykam się w jeden dzień z 15 osobami. W CV mam jasno napisane o języku angielskim – zaawansowany w mowie i w piśmie. Zaczynamy rozmowę po angielsku. I co? Odpada około 30% osób. Kraków jest miastem turystycznym, więc angielski jest podstawą zwłaszcza w gastronomii. Przedstawiam zasady płatności, to kolejne 20% odpada gdyż stwierdzają, że to mało. Tłumacze, jeżeli będziesz aktywny i będziesz sprowadzać dużo klientów do restauracji, to będziesz zarabiać naprawdę fajny pieniądz. Znam ludzi którzy na tym zarabiają grubo ponad średnią krajową! Nie, za mało. Do wiedzenia.
Zostało mi 12 osób po dwóch dniach. Yeach! Restauracja będzie promowana, wszyscy będą zarabiać. Zbieram drużynę, przedstawiam im menu, pokazuję techniki manipulacji (jak widzisz kobietę z dzieckiem, powiedz o lodach szafranowych, spotykacie facetów, opowiedz o świetnych whisky, single maltach etc). Działamy. I co? Po paru godzinach dowiaduję się, że dwie osoby poszły sobie na piwo, inne spotykam na papierosie rozmawiając o tym jak bardzo ich wyzyskujemy, parę osób już do mnie nie wróciło. Zostały 3 osoby.
Szacunek. Dokładniej jego brak. Gdy ktoś zaczyna pracę to raz, nie spóźnia się, dwa, przykłada się do tego, trzy, jest sumienny i uczciwy. I co? Został mi jeden promotor.
Lenistwo, brak chęci. Nic Wam się nie chcę. Już nie chodzi mi tylko o promotorów. To samo się tyczy kelnerów i barmanów (pisze o zawodach, które znam) ochoczo spóźniających się kiedy tylko się da i wszystkich innych młodych ''szukajacych'' roboty. Ostatnio wywaliliśmy kucharza, bo był ''wczorajszy''. Oczywiście, są też osoby pracowite i sumienne których ten wpis nie dotyczy, ale oni nie martwią się o pracę. Niestety znakomita większość młodych osób jest jak dach na Stadionie Narodowym – mówicie, że możecie i chcecie ale nie otwieracie się na pracę a lenistwo Was zalewa.
Bo praca jest. Zawsze była. Zawszę będzie. Lepsza, gorsza – ale jest. A Studia? Studia dają Wam wiedzę ogólną, by się wyspecjalizować trzeba czegoś więcej niż książek – potrzebujecie praktyki. Darmowe staże są też ok, jak kogoś na to stać.
Spróbujcie zapalić maleńką świeczke zamiast przeklinać ciemność*
Przede wszystkim przestańcie się uważać za Marka Zuckerberga. Nie będziecie zarabiać od razu 10.000 zł. No chyba, że jesteś geniuszem, to wtedy nawet możesz się przez tydzień nie myć i chodzić w szatach hipisa a i tak Cię przyjmą do Atari. Każdy od czegoś zaczyna. Moja znajoma pracowała przez rok za najniższą krajową, jednak była pracowita i sumienna, co zostało zauważone. Po roku, dostała awans. Zarobki? Podwojone.
Szkolenia. Teraz jest ich pełno sponsorowane z UE. Przeważnie darmowe. To poszerza horyzonty. Bez ciągłego rozwoju stoisz w miejscu. Trzeba być w ciągłym ruchu bo jeszcze nikt nie widział by pies obsikał jadące auto. ;)
Pamiętajcie o szacunku, pracowitości, cierpliwości, i odpowiedzialności. Wszędzie, nie tylko w pracy. Te cechy zawszę procentują.
Moim zdaniem próżniactwo jest o wiele gorsze niż najgorsza z prac.
Czyż nie?
Czyż nie?
*Konfucjusz
