Za kilka dni w albańskie góry wyrusza wyprawa alpinistyczna, której celem jest zdobycie dziewiczych wierzchołków Gór Przeklętych. Góry te, chociaż znajdują się tak blisko centrum Europy, wciąż są pod kątem wspinaczkowym bardzo słabo poznane. O działalności wspinaczy mówi się: outdoorowa. Co to właściwie znaczy i dlaczego pod informacjami o takich wyprawach natychmiast pojawiają się nieprzychylne komentarze?

REKLAMA
"Outdoor" to pojemne pojęcie - mieści w sobie całą działalność pozwalającą aktywnie spędzać czas na świeżym powietrzu. Nie zawsze jest to przyjemny wypoczynek w czasie górskiego spaceru czy rejsu po Mazurach. To także skrajnie trudne wyzwania podejmowane przez zawodowców oraz amatorów, wymagające wielkich poświęceń oraz specjalistycznych treningów.
Na zdrowy rozsądek, projekty takie jak samotny rejs na Islandię bez użycia GPS, przejazd rowerem przez pustynię Dasht-e-Lut, gdzie NASA odnotowała temperatury sięgające ponad +70°C, próba pokonania Morza Czerwonego przez kitesurfera, czy ambitne przejścia wspinaczkowe powinny budzić aplauz publiczności. Niestety, pod informacjami o tak imponujących wydarzeniach, pojawia się więcej komentarzy negatywnych i pytań o sens takich działań, niż życzeń powodzenia. Komentarz "kolejny smialek, ktory postawi na nogi miedzynarodowe sluzby ratownicze" (pisownia oryginalna) to i tak jeden z łagodniejszych. Zawiść, głupota czy może kompletny brak zrozumienia dla nakładu pracy i przygotowań włożonych w realizację marzeń? Tego nie wiem. Ja należę do tych, którzy trzymają kciuki za powodzenie outdoorowych przedsięwzięć.
Moja pasja to wspinaczka. Za kilka dni wyruszam na wspinaczkowy wyjazd "Przeklęty wspin. Prokletije 2012" w albańskie Góry Przeklęte. Przygotowujemy się od wielu tygodni: namawiamy firmy na wsparcie naszego pomysłu, wykuwamy formę na ściankach wspinaczkowych, w skałkach i w górach, oglądamy zdjęcia ścian, palcami wytyczając potencjalne linie wspinaczki i odwrotu. Przed nami prawie miesiąc wspinania w miejscu, gdzie nie ma zasięgu telefonów komórkowych i nie ma służb ratowniczych. Ale co to za wyprawa, skoro himalaiści czy żeglarze samotnicy w takich warunkach spędzają nawet kilka miesięcy - pomyśli ktoś. Fakt, w porównaniu z takimi wyprawami nasz wyjazd wypada blado. Ale każdy ma swój Everest, każdy ma wyprawę na swoją miarę. Ten wyjazd jest nasz i tylko my, jego uczestnicy, wiemy ile energii i przygotowań włożyliśmy w jego przygotowanie. Zatem do zobaczenia za kilka tygodni, napiszę czy było warto!
Szczegóły wyjazdu "Przeklęty wspin. Prokletije 2012" można zobaczyć tutaj:
tutaj.
Na łamach tego bloga chcę opowiedzieć o outdoorze z perspektywy osób, dla których aktywne spędzanie czasu stało się sposobem na życie. Będą relacje, wywiady i informacje o niezwykłych przedsięwzięciach.