SpaceShoe/CC Flickr

Przeczytałam niedawno mail od osoby, która zgłosiła się do pewnej instytucji na staż, przeszła pierwszą selekcję i dostała zaproszenie na rozmowę.

REKLAMA
Artykuł ukazał się w magazynie "W Punkt" – pobierz go bezpłatnie na iPada
"Drodzy Państwo,
jestem zaszczycona Państwa propozycją, niestety jestem zmuszona odmówić. Po wielu latach intensywnego poszukiwania godnej pracy, niedawno dostałam propozycję pracy o złotówkę więcej w szanowanej i znanej instytucji. Moja przyszłość zdaje się być stabilna, ze względu na umowę zlecenie dłuższą o miesiąc. Dziękuję za wybranie mnie spośród grona zdesperowanych młodych, zdolnych ludzi naszego kraju, którzy krwawicą swą odrabiają pracę pięciu normalnie zatrudnionych ludzi w innych krajach. Za tę propozycję będę mogła ustawić swoje życie i wreszcie przestać się martwić o przyszłą sytuację życiową moją i bliskich.
Dziękuję serdecznie i życzę szczęścia w poszukiwaniu wybrańca, którego rodzice jeszcze są w stanie zasponsorować bezowocny czteromiesięczny pobyt w stolicy europejskiej.
Jednocześnie zaznaczam, że doskonale rozumiem Waszą sytuację i wstyd, który czujecie proponując ludziom kolejny staż za marne grosze, ponieważ stoją nad Wami ludzie, którzy palcem wskazują cele, a sami spijają śmietankę.
Nie poczuję się zawstydzona, jeżeli prześlecie im tę wiadomość".
Od kilku ostatnich miesięcy uderzają mnie komentarze młodych, zdolnych osób, które z żalem i frustracją mówią o poszukiwaniu pracy i jego efektach. Postanowiłam przyjrzeć się studentom i absolwentom psychologii i zarządzania na własnej uczelni w ich zmaganiach z poszukiwaniem pracy, która zaspokoiłaby ich potrzebę godności i zapewniła poczucie bezpieczeństwa.
Już na samym początku moją uwagę przykuła chęć absolwentów do zdobywania nowych doświadczeń i podejmowania wyzwań, często wiążących się z dużą odpowiedzialnością. Tym ludziom po prostu chce się chcieć – to niebywała cecha, która powoduje, że są w stanie zrobić i osiągnąć wszystko. Mają możliwość stać się pracownikami w 150 procentach wydajnymi, przyczynić się do ciągłego rozwoju firmy i wzrostu jej renomy pod warunkiem, że będą doceniani, odczują satysfakcję z wykonywanej pracy i dostaną poczucie bezpieczeństwa.
Z pełnym przekonaniem mogę powiedzieć o wielu studentach, że są ambitni i pewni swojej wartości. Pokazuje to liczba przebytych praktyk i staży – mających zbliżyć ich do celu, jakim jest znalezienie wymarzonej pracy – jak i sama zdobyta przez nich wiedza, poparta licznymi dyplomami i certyfikatami. Jednak sama rzeczywistość rynku pracy, a zwłaszcza postawa polskich pracodawców, już na samym początku rujnują ich marzenia i wizje wielkich karier. Młodzi dostają propozycje marnego stanowiska o nie zawsze określonych obowiązkach i za minimalną stawkę. A przecież często mają duże (jak na swój wiek) kwalifikacje. Umowy na czas określony odbierają poczucie bezpiecznego startu w dorosłym życiu.
Doprowadza to do sytuacji, w której zdolni i kreatywni zmieniają się w maszyny zaprogramowane jedynie do wykonywania poleceń. Staje się to na mocy odbieranego im prawa głosu i możliwości decydowania, co z kolei zabija kreatywność i satysfakcję z wykonywanej pracy. Ostatecznie młodzi ludzie, nie mogąc powiązać pracy z osobiście cenionymi wartościami oraz odczuwając poczucie marnowania czasu i wysiłków na swoim stanowisku, doświadczają wypalenia zawodowego. Często doprowadza ono do zaburzeń psychosomatycznych i depresji, izolacji jednostki od społeczeństwa.
Rośnie liczba zdołowanych młodych osób odwiedzających gabinety psychologiczne w poszukiwaniu swojego „ja”. Winę za to ponosi ignorancja pracodawców, bo nie wierzę, że nie da się zaspokoić podstawowych potrzeb pracownika w dzisiejszych czasach, przy istniejącym systemie zniżek, gratisów i bonifikat.
Zastanowiła mnie rozmowa z Piotrem, magistrem zarządzania, absolwentem Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania, który opisał mi swoje ostatnie dwa lata. Pracował w firmie zajmującej się sprzedażą. Dowiedziałam się, że przy kiepskich warunkach umowy oczekiwano od niego pełnej dyspozycyjności nie zapewniając nawet usług medycznych, oferując jedynie wyższą pensję, ale w momencie, kiedy sam będzie szukał potencjalnych klientów. W rezultacie Piotr pracując całymi dniami, pijąc hektolitry kawy i zarywając noce, zachorował i przeszedł na długie zwolnienie lekarskie, po którym szybko zwolniono go z pracy. Potrzeba by chyba pigułki jak z „Limitless”, aby pracować 24/7 za niewielkie pieniądze i mieć jeszcze radochę z życia. Od zdarzenia minęło już kilka tygodni, a Piotr nadal jest bez pracy. Przytłoczony sytuacją i popadaniem w długi myśli o wyjeździe za granicę. Mówi, że chciałby, aby praca zaczęła wreszcie przynosić mu satysfakcję i poczucie bezpieczeństwa.
Historia Adama również budzi moje obawy co do przyszłości pokolenia, które obecnie wchodzi na rynek pracy. Adam, również magister zarządzania, po spędzeniu kilku nieudanych lat w firmach korporacyjnych, po wiecznych obietnicach wyższej pensji postanowił wyjechać do Szwecji, gdzie za te same obowiązki, będzie otrzymywać dwukrotnie wyższe wynagrodzenie i, jak mówi, wreszcie będzie go stać na to, by oświadczyć się swojej dziewczynie i założyć rodzinę. Ale gdzie? W Szwecji.
Rozmawiałam ostatnio z Basią, studentką psychologii, o ofercie pracy, jaką otrzymała w firmie marketingowej. Opisała mi rozmowę kwalifikacyjną. Zaskoczyło mnie rozumowanie, jakim kierują się niektóre przedsiębiorstwa. Zaproponowano jej stanowisko, którego zdobycie wymagało spełnienia określonych warunków: musiała być studentką lub świeżo upieczoną absolwentką szkoły wyższej, posiadać dwuletnie doświadczenie w marketingu jakiejś wiodącej firmy i mieć co najwyżej 25 lat. Zastanawia mnie, jak osoby kończące studia w wieku 24 lat mogą być w stanie rok później posiadać już dwuletnie doświadczenie i to nie w byle jakiej firmie? Wygórowane warunki otrzymania pracy stanowią problem współczesnych pracodawców. Takie podejście powoduje utratę okazji do zatrudnienia wielu bystrych, pomysłowych i pojętnych pracowników.
Pracodawcy powinni poświęcać dużo większą uwagę zarządzaniu zasobami ludzkimi. W kręgu tych działań znajdują się: odpowiednie przydzielenie stanowiska z uwzględnieniem kwalifikacji pracownika, jasny i realny przydział obowiązków, możliwość rozwoju i awansu, umiejętności motywowania pracowników i konstruktywnej krytyki i pochwały oraz zaspokajanie potrzeby godności, czyli zgodności tego, kim jestem z tym, co robię. To wychodzenie naprzeciw pracownikom, dostrzeganie w nich najlepszych cech i umiejętności oraz wykorzystywanie ich do codziennych działań.
Tym sposobem można uniknąć dużych rotacji, które są wynikiem nieumiejętności dostrzegania problemu w systemie, a nie w ludziach. Firmy, oszczędzając na szkoleniach nowych pracowników, mogłyby zadbać o rozwój kadry, podnosząc jej kwalifikacje. Pewnych schematów nie da się ominąć, pokazują to choćby liczne sukcesy firm zajmujących się coachingiem i prowadzeniem szkoleń z zakresu zarządzania, asertywności, motywacji pracowników czy harmonii między pracą a życiem osobistym.
Życzę sobie, jako przyszłej magister, pracodawcy, który będzie wychodził naprzeciw moim oczekiwaniom, zapewni mi poczucie bezpieczeństwa i pozwoli odczuć satysfakcję z wykonywanych zadań.
Artykuł ukazał się w magazynie "W Punkt" – pobierz go bezpłatnie na iPada
logo

Agata Grochowska – studentka V roku psychologii przedsiębiorczości i zarządzania Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania, animator, instruktor windsurfingu