Połączenie win kalifornijskich i kuchni tajskiej nie jest oczywiste. Jeżeli tylko wino jest doskonale, a kuchnia smaczna otrzymacie świetny duet.
REKLAMA
Niedawno mięliśmy okazję brać udział w prezentacji win z kalifornijskiej winnicy Ironstone. Z szacunkiem spoglądamy zawsze na wielopokoleniowe firmy rodzinne. Imponujące są drogi biznesowe, rozwój komercyjny, poszerzanie oferty i przede wszystkim umiejętność budowania relacji, które pozwalają nie tylko na zasiadanie przy świątecznym stole, ale przed wszystkim na codzienna wspólną pracę.
Początek całemu przedsięwzięciu dał niemieckich emigrantów, małżeństwo Kautz, którzy na początku XX wieku kupili w Kalifornii swoje pierwsze grunty orne. Ich syn John z żoną Gail na początku lat 60 ubiegłego wieku rozpoczął tam uprawę winorośli. Początkowo sprzedawali ja winiarzom bardzo wysoko ceniących sobie, jakość gron. Dopiero kolejne pokolenie, w latach osiemdziesiątych rozpoczęło własna produkcję wina pod marka Ironstone. Nazwa wywodzi się od kamieni z zawartością żelaza występujących w dużych ilościach na terenie całej winnicy. Naszym zdaniem może być tez symbolem wytrwałości i pracowitości kolejnych pokoleń jej właścicieli. Przynosi ona od lat fantastyczne efekty, bo uprawiana w Lodi i Sierra Foothills w Kalifornii winorośl w 1990 roku została uznana za jedną z dziesięciu najlepszych w Kalifornii.
Nam o historii winnicy, rodziny i samych winach opowiadała Kate St. Hilaire, związana od kilku lat z ta rodzinna firma i brand ambasador marki.
Wyselekcjonowane wina towarzyszyły nieoczywistemu, bo tajskiemu menu. Na stole pojawiły się specjały orientalnej kuchni przygotowane przez szefa kuchni restauracji Thai Thai i kolejni bohaterowie dnia, czyli wina. Mogliśmy skosztować win z linii Leaping Horse, Ironstone i Irostone. Nam szczegolnie do gustu przypadły Ironstone Chardonay i Ironstone Reserva Old Vin Zinfandel.
Gratulujemy Wine Avenue sprowadzenia do Polski kolejnej fantastycznej winnicy z Kalifornii.
