Z Kamilem Sadkowskim spotkaliśmy się kilka lat temu, kiedy razem z Wojtkiem Radtke postanowili zamienić sopockie molo w wielką restaurację. Potem podziwialiśmy jak budował swoją pomorską Akademię Kulinarną Fumenti, gdzie spotykają się pasjonaci gotowania z prawdziwymi mistrzami. Bawiliśmy się przednio czytając jego rozmowy z Robertem Miliszewskim z cyklu "Mucha w zupie". To ten duet stworzył "Gastrobandę".

REKLAMA
Jeżeli chcecie dowiedzieć się jak wygląda prawdziwe życie restauracji, nomen omen, od kuchni, to powinniście zajrzeć do tej książki. Kamil Sadkowski w rozmowie z Robertem Miliszewskim zabiera nas w zaklęte rewiry gastronomii.
"Gastrobanda" to pierwsza polska książka, której autorzy rozprawiają się z kuchennymi mitami. Odpowiadając na każde, nawet niewygodne pytanie w bezkompromisowy sposób, odsłaniają nieznany laikom barwny świat gastronomii – od trudnych początków, przez opowieści o wojnie z dostawcami, przedstawienie psychologicznych umiejętności barmanów i kelnerów, aż po klasyfikację gości. Każdą historię tworzy inna osoba z kuchennej hierarchii: czy jest to pomocnik kucharza, „runner”, „królewna na zmywaku”, barman i kelner, czy kucharz, szef kuchni, a nawet właściciel restauracji – wszyscy mówią szczerze i bez ogródek, a do tego Kamil Sadkowski dzieli się swoimi doświadczeniami bez cenzury. W dobie wielu telewizyjnych programów kulinarnych i kultu wielkich szefów kuchni, ta książka ostro rozprawia się z mitami. Sporo w niej wspomnień z czasów odbudowywania gastronomii po 89 roku. Widać jak w kalejdoskopie zmieniającą się naszą narodową świadomość kulinarną. To książka, jak mówią autorzy dla każdego: "nawet dla zwykłego typka, który gotować nie potrafi, zaś jego wiedza kulinarna ogranicza się do tego, że jest mniej więcej świadomy, że w którymś momencie przygotowywania jajecznicy potrzebne są jajka. I z tego właśnie powodu stołuje się często na mieście – w fast foodach, barach mlecznych, bistrach, sieciówkach, mniejszych i większych restauracjach, a jak go fantazja i portfel poniesie to i do wykwintnych lokali się przejdzie zasmakować luksusu w postaci fine diningu".
Czytając "Gastrobandę" będziecie się śmiać do łez, będziecie przerażeni i nie raz zadziwieni. To nie jest lekka książeczka. Nie jest to tym bardziej żaden podręcznik. Autorzy zapewniają: "Wszystkie sytuacje i schematy jakie opisujemy w „Gastrobandzie” to zaledwie przykłady, pewne charakterystyczne modele i powtarzające się ramy, w jakich branża funkcjonuje. Jeśli zatem piszemy, że szefowie kuchni ćpają (a tak faktycznie piszemy) to nie oznacza to, że dokładnie 100% ludzi mieniących się tym tytułem regularnie wali w żyłę albo do nosa. Oznacza to natomiast, że wielu z nich tak robi i jeśli poznasz ich kilkudziesięciu to raczej nie powinieneś zakładać, że żaden z nich nigdy nie miał rozszerzonych źrenic. Jeśli piszemy, że kuchnia musi być poukładana tak i tak, to nie znaczy, że nikt nie zmodyfikował sobie modelu by go lepiej dostosować do własnych potrzeb. Jeśli piszemy, że szef kuchni zajmuje się fakturami, to nie oznacza, że robi to zawsze i wszędzie, bo niektórych może być stać na zatrudnienie fakturantki czy kosztorysantki. Nie zrozum mnie źle – w „Gastrobandzie” nie ściemniamy, ale nie powinieneś wszystkiego przekładać jeden do jednego na znajomych pracujących w tej branży. Zachowaj dystans".
logo
Gastrobanda Gstrobanda

Jeżeli ją przeczytacie, to jedno jest pewne, już nigdy wyjście do restauracji nie będzie takie jak kiedyś. Czytajcie i idźcie z radością do restauracji. Zanim to jednak zrobicie, wybierzcie się w niedziele 24 lipca na spotkanie z Autorami w czasie 4. Targów Książki Kulinarnej.
Wydawcami "Gastrobandy" są Smak Słowa i Agora