REKLAMA
Dzisiejszy artykuł o polskiej edukacji (autorstwa Prezesa Zarządu PZU SA - "GW" - 23.04), i serie natychmiastowych odpowiedzi i komentarzy, raz jeszcze uprzytamniają, co tak naprawdę jest słabością naszego myślenia o szkołach i edukacji.
Myślimy mianowicie o nich od czasu do czasu. Myślimy w rytm szkolnych wydarzeń – „okresowo”, „semestralnie”. Na wiosnę ożywiamy się, bo nastaje sezon egzaminów i testów. Zaliczamy te dyskusje tak, jak trzeba zaliczyć kolejne matury czy sprawdziany gimnazjalistów. Po czym na długie tygodnie i miesiące zapadamy w sen. A kiedy pojawia się głos donośny, a zwłaszcza kontrowersyjny (tak jak ten dzisiejszy), reagujemy nerwowo, pośpiesznie. Dlaczego? Bo w naszych społecznych debatach, jakie zdarza się prowadzić, nie ma mówienia i myślenia o edukacji. Są doraźne analizy wyników szkolnych, a więc liczby, procenty i miejsca w rankingach, są kłótnie o maturalne przedmioty i liczby nauczanych godzin, ale nie ma idei edukacji, idei nowoczesnego kształcenia, w powszechnym dyskursie.
Który z poważnych tytułów prasowych, kształtujących opinię publiczną, prowadzi choćby stały felieton edukacyjny? Które media organizują regularne debaty poświęcane wyzwaniom szkolnym czy akademickim XXI wieku? Tak, żeby społeczeństwo mogło rozumieć, a nawet popierać konieczność zmian (i nie musiało przy okazji źle znosić krytycznej analizy obecnego stanu szkolnictwa).
Wynosimy edukację na sztandary nowoczesnego państwa, umieszczamy ją w pierwszych punktach politycznych programów, ale publicznie nie próbujemy nawet o niej rozmawiać. I nie próbujemy się tego uczyć! Dookoła głosimy, że edukacja jest ważna, ale jakoś nie potrafimy jej wagi i znaczenia przekuwać w idee i przesłania. Tak, żeby mogły one prawdziwie oświecać umysły. Prawdziwie zarażać, inspirować. W ustach pozostają nam raczej slogany.
Polskiej szkole brakuje prawdziwej krytyki edukacyjnej! Krytyki w najlepszym rozumieniu tego słowa. W najlepszym rozumieniu tej działalności! Nie chodzi o wyzłośliwianie się, o przekrzykiwanie swych racji, lecz o stały dopływ analitycznej myśli, kształtującej świadomość, modernizującej społeczną mentalność. Wszyscy oczekujemy dużej zmiany społecznej (bo chcemy stawać się społeczeństwem wiedzy i informacji), ale niby z pomocą czego ma ona nastąpić? Infrastruktura i technologie to jeszcze nie wszystko! Nie chodzi więc jedynie o wystąpienia znawców w branżowych pismach i na środowiskowych konferencjach, chodzi raczej o to, co należy powiedzieć całemu społeczeństwu o istocie i sensie zmian, a więc też istocie edukacji w XXI wieku.
Potrzeba prawdziwej krytyki edukacyjnej, o zdecydowanie szerszym zakresie i zasięgu, ponieważ sama edukacja, jakkolwiek ją rozumieć, nie jest już tylko sprawą szkolną – choć w oczywisty sposób szkół dotyczy najbardziej.