Nie chodzi nawet o hierarchię spraw, lecz dyskutowane na co dzień kwestie. Czy jednak dostrzegamy w nich poważne wyzwania XXI wieku? Dziś o ocenianiu i etyce.

REKLAMA
Już niemal każdego dnia, pisząc komentarze do bieżących wydarzeń, można poruszać w nich rozmaite sprawy szkolne czy edukacyjne. I można nawet nie nadążać za omawianiem tych spraw (dziś zatem co najmniej w dwóch kwestiach spróbuję nadrobić własne zaległości).
Oto kilka akapitów na tematy ostatnio poruszane.
Sprawę matur, czy wcześniejszych testów gimnazjalnych, zostawiam już jednak na boku – sami uczniowie i nauczyciele skomentowali je w sposób nad wyraz wymowny. Osobiście, w ramach podsumowania (choć matury jeszcze trwają), pozostawiam sobie te oto wypowiedzi:
http://www.edulandia.pl/matura/10,126501,11661703,Matura_z_polskiego___Te_pytania_sa_tak_glupie__A_przepowiednie.html
Ale problem jest o wiele bardziej złożony niż to się może wydawać. Nie sprowadza się bynajmniej do zjawiska testologii, do kwestii „klucza” czy ogólnego poziomu egzaminów.
Edukacja w XXI wieku musi bowiem zmierzyć się z problemem o wiele szerszym i poważniejszym - problemem oceniania (ewaluacji)!
Tradycyjny system ocen, i sposoby przeliczania wyników szkolnych, sprawdzają się co najwyżej na obszarze statystyki (i po trosze w procedurach rekrutacyjnych). Pokazują nam szkoły w rankingach, na wykresach (mówią nawet o ilości miejsc, o które przesuwamy się w rozmaitych zestawieniach, bo ponoć poziom edukacji wzrasta), niewiele natomiast mówią o autentycznych umiejętnościach i kompetencjach naszych uczniów. Wiemy o tym nie od dziś.
XXI wiek, mający należeć do społeczeństw uczących się, musi coś zrobić z systemem oceniania. Także dlatego, że edukacja, „edukacja przez całe życie”, nie dotyczy już tylko szkolnego kształcenia, samo ocenianie zaś przestało być domeną rozmaitych egzaminów i egzaminatorów. Sztuka oceniania staje się dziś jedną z podstawowych umiejętności i kompetencji każdego z nas, niestety – systemy szkolnego nauczania nie przynoszą w tej mierze wzorów godnych uwagi czy polecenia. W każdym razie polskie szkoły nie przysposabiają nas do oceniania, zaś narzędzia i mechanizmy stosowane w tym względzie praktycznie nie nadają się do stosowania w życiu zawodowym czy społecznym.
Kto, gdzie i kiedy nauczy więc młodych ludzi tej rzadkiej sztuki?
**
Wśród innych poważnych wyzwań edukacyjnych odnajduję i te, o których ostatnio media ledwie się zająknęły, a więc nad którymi najwyraźniej przechodzimy już do porządku. Otóż parę dni temu mogliśmy usłyszeć, bądź przeczytać, że przy braku poważniejszego zainteresowania lekcjami etyki, ministerstwo stworzy możliwości elektronicznego nauczania przedmiotu. Każdy, kto będzie zainteresowany, ściągnie wybraną lekcję, albo i cały kurs, z Internetu.
Niby znaleziono rozwiązanie. Ale czy jest po sprawie? Oczywiście, że nie! Po trzykroć nie!!!
Sprawa etyki, to, jak ona się toczy, i jaki przybiera kształt, to już nie tylko wina szkół i politycznych targów, to ewidentna porażka całego systemu oświaty! To wręcz nieprawdopodobne, aby cały obszar zjawisk, zachowań i postaw, który wyznacza fundamenty człowieczeństwa (i jest jednym z wymiarów każdej ludzkiej działalności – etyka w biznesie, w reklamie, w szkole, w polityce etc.), nie znalazł uznania, a zwłaszcza rozwiązania, w koncepcji dzisiejszego kształcenia. Nie rozwijam teraz tej kwestii, bo to rzecz wymagająca osobnego wystąpienia i poważniejszego zawołania (powrócę więc do niej, bo ma dla mnie fundamentalne znaczenie w koncepcji szkoły nowej generacji – zob. http://szkolanowejgeneracji.wordpress.com/sng/), tutaj stwierdzam jedynie, że takie jej potraktowanie w pełni obnaża słabości naszego systemu, a przy okazji zdradza też wyjątkowy oportunizm co niektórych decydentów.
Dość przypomnieć, że w ostatnich latach etyka legła u podstaw już nie tylko okazjonalnych haseł czy apeli, ale i całych politycznych projektów, mających zmieniać życie społeczne, tymczasem w odniesieniu do programów szkolnych okazała się przedmiotem targów i przepychanek, przedmiotem skrupulatnych zapisów i wyliczeń.
Ostatecznie, w ramach nie wiadomo czego (bo na pewno nie kompromisu), znajdzie się w Internecie. Jak wszystko inne!!! Żadne to zatem dla niej wyróżnienie. Może więc przy okazji taka etyka załatwi sprawę etyki w sieci?!
Etyka w szkołach, a raczej jej brak, to już nie tylko przejaw słabości w modernizowaniu naszej oświaty, ale chyba też nierozumienia pewnych elementarnych wyzwań. Zwłaszcza kiedy codziennie czytamy i słyszymy o nauczycielach i szkołach „bezradnych wobec przemocy”.
Notabene o tym traktował jeden z niedawnych wpisów zamieszczonych na tychże stronach, do czego odniosę się być może już w następnym komentarzu…