REKLAMA
Wpadł mi w ręce tygodnik ”Idziemy” wydawany przez Wydawnictwo Diecezji Warszawsko – Praskiej. W numerze 23 (404) datowanym na 9 czerwca 2013 r. na stronie 18, znajduje się wywiad z prof. Marią Ryś z UKSW zatytułowany ”Edukacja czy demoralizacja” przeprowadzony przez Monikę Florek-Mostowską. Niewtajemniczonym wyjaśniam, iż prof. Maria Ryś pełni funkcję kierownika Podyplomowego Studium Relacji Interpersonalnych i Profilaktyki Uzależnień Wydziału Filozofii Chrześcijańskiej UKSW.
Na pytanie redaktorki Moniki: „Skąd płynie największe zagrożenie?” (pytanie odnosi się do zagrożeń demoralizacji społeczeństwa), prof. Ryś odpowiada: ”Dostrzegam cztery główne kanały dystrybucji treści seksualnych oraz seksualizacji społeczeństwa. Po pierwsze: prawodawstwo, które chce m.in. zalegalizować związki jednopłciowe, wprowadzić zmianę definicji rodziny i pozwolić osobom tej samej płci na wychowywanie potomstwa. Po drugie: psychologia; nawet niektórzy profesorowie z tej dziedziny zaangażowali się w promowanie ideologii gender. Na uniwersytetach powstały gender studies. Głosi się tam, że rodzina jest już przeżytkiem, że nie ma znaczenia, czy dziecko jest wychowywane przez gejów, czy lesbijki, bo jest w takich strukturach równie szczęśliwe i równie dobrze się rozwija, jak dziecko wychowywane kiedyś w tradycyjnej rodzinie; przemilcza się badania, które wskazują na tendencje samobójcze osób wzrastających w tego typu środowiskach, na zaburzenia w poczuciu tożsamości, depresje, wykorzystywanie seksualne, molestowanie. Trzeci kanał promocji gender – to kultura i sztuka. Nawet w czasach najbardziej radykalnego komunizmu ideologia nie była tak bezwzględnie wplatana w wątki filmów i seriali, jak obecnie wplata się ideologię gender. Czwarty kanał to medycyna i działania osób związanych ze służbą zdrowia: promowanie prawa do aborcji, antykoncepcji, zapłodnienia in vitro, chirurgicznej i hormonalnej zmiany płci. Przecież gdyby zdroworozsądkowo przyjrzeć się problemowi in vitro, widać gołym okiem, że o wiele tańsza, zdrowsza, skuteczniejsza jest naprotechnologia. Niestety, nie jest ona wspierana , a wręcz przemilczana, podczas gdy In vitro – wbrew oczywistym faktom medycznym dotyczącym niskiej skuteczności medycznej – jako najskuteczniejszą pomoc w posiadaniu potomstwa. Antykoncepcję promuje się jako coś, co rzekomo służy dobru małżonków, a zupełnie przemilcza się jej negatywne skutki zdrowotne, ze śmiercią kobiety włącznie!. Nie mówi się o niszczeniu więzi małżeńskiej, o tym, że wiele z tych środków ma charakter wczesnoporonny. Podczas, gdy naturalne planowanie rodziny- zdrowe, ekologiczne, naukowo uzasadnione, służące umacnianiu więzi małżeńskiej – jest ośmieszane! ”.
To tylko jedna odpowiedź Autorytetu na jedno z wielu pytań. Zapewniam, że cytowany artykuł zawiera o wiele więcej interesujących pytań i jeszcze bardziej frapujących odpowiedzi. Nie sposób pozostać obojętnym czytając takie banialuki. Nie będę się wypowiadał na temat trzech pierwszych kanałów demoralizowania społeczeństwa. Zagadnienie to rzucę na żer innym komentatorom. Skupię się wyłącznie na czwartym kanale, czyli ”medycynie i działaniami osób związanymi ze służbą zdrowia”. Zaliczam się do tej grupy, zatem czuję się upoważniony do zabrania głosu.
Reprezentuję gałąź nauki, która dysponuje pokaźną podbudową teoretyczną i własną metodologią naukową. Rozwój seksuologii jako dyscypliny naukowej wymaga racjonalnego ustosunkowywania się do nowo odkrywanych prawidłowości oraz mechanizmów rządzących ludzkimi zachowaniami seksualnymi oraz odrzucenia presji opinii społecznej i założeń nie wynikających z poznania naukowego i obiektywnych badań empirycznych. Współczesna seksuologia jest nauką podwójnie interdyscyplinarną. Jej interdyscyplinarność polega, po pierwsze, na integracji aspektów medycznych z aspektami pozamedycznych dziedzin wiedzy, takich jak psychologia, socjologia, biologia, antropologia, pedagogika, i in. Po drugie, interdyscyplinarność od strony medycznej, polega na skomasowaniu fizjologicznych i patologicznych aspektów różnych dyscyplin medycznych, takich jak: psychiatria, endokrynologia, ginekologia, neurologia, i in. Seksuologia medyczna podobnie jak i inne współczesne dyscypliny medyczne opiera się na zasadach EBM (ang. Evidence-based medicine, EBM), czyli medycyny opartej na faktach (dowodach). Są to zasady określające na ile poszczególne procedury medyczne lub metody leczenia są oparte na najlepszych dostępnych dowodach naukowych dotyczących skuteczności, efektywności i bezpieczeństwa. W obecnej dobie proces diagnostyczno – leczniczy nie ogranicza się do postawienia prawidłowej diagnozy klinicznej. Od lekarza wymaga się znajomości danych naukowych oraz zrozumienia pacjenta z jego emocjami, rozterkami, uwarunkowaniami rodzinnymi, kulturowymi i społecznymi. Na tych kanonach opiera się współczesna ars medica. Wyrażanie poglądu jakoby medycyna i służba zdrowia doprowadzały do seksualizacji społeczeństwa jest subiektywną oceną otaczającej rzeczywistości nie opartą na rzetelnych dowodach, lecz wynikającą z dominacji założeń ideologicznych i filozoficznych. Przy takim nastawieniu trudno o wyzbycie się emocjonalnych przesądów i przekonań uwarunkowanych wyznawanym światopoglądem.
We współczesnej seksuologii nie funkcjonuje pojęcie: "chirurgicznej i hormonalnej zmiany płci”. Płci nie można zmienić. To nie sukienka czy garnitur zmieniane w zależności od okoliczności i pory dnia. Płeć jest szerokim pojęciem determinowanym przez dziesięć istotnych jej składowych. Nie będę szerzej rozwijał tego zagadnienia, gdyż wymaga odrębnego potraktowania. Osoby transseksualne mają niezmienne, silne pragnienie bycia osobą płci odmiennej, a realizują to poprzez sposób ubierania się, kreowanie swojego wyglądu, zachowanie oraz pełnienie ról społecznych (również seksualnych), zgodnych z psychicznym poczuciem płci. Towarzyszy temu oczekiwanie akceptacji społecznej w roli zgodnej z identyfikacją płciową. Transseksualista pragnie pozbyć się swoich narządów płciowych, mimo, że są one zazwyczaj zupełnie sprawne i funkcjonują bez jakichkolwiek zaburzeń. Z powodu niechęci lub wręcz odrazy do posiadanego ciała, które subiektywnie odbierane jest jako należące do odmiennej płci, występuje znaczne poczucie cierpienia oraz stałe i nieodparte pragnienie odzyskania ciała zgodnego z odczuwaną płcią psychiczną. Długotrwałe leczenie farmakologiczne, a następnie chirurgiczne jest naprawianiem błędu popełnionego przez Naturę. Nie podjęcie leczenie oznacza skazanie osoby transseksualnej na cierpienie trwające całe życie. Chirurgiczna adaptacja narządów płciowych to dla osoby transseksualnej nie jest fanaberia wynikająca z seksualizacji i demoralizacji społeczeństwa. Aby to zrozumieć, trzeba choć jeden raz w życiu porozmawiać z osobą transseksualną. Poczuć jej cierpienie. To, że możemy pomóc osobom transseksualnym jest niezaprzeczalnym osiągnięciem współczesnej medycyny.
Nikt nie przemilcza ewentualnych skutków zdrowotnych stosowania antykoncepcji hormonalnej. Wystarczy sięgnąć po opakowanie takiego preparatu, wyjąć z niego ulotkę, a następnie przeczytać zawarte w niej informacje. Można zapytać swojego lekarza. Zgodnie z Powszechną Deklaracją Praw Seksualnych każda kobieta i jej partner mają prawo do podejmowania wolnych i odpowiedzialnych decyzji, co do posiadania potomstwa. Obejmuje ono: ”prawo do decyzji o posiadaniu potomstwa, jego liczbie, różnicy wieku pomiędzy potomstwem oraz prawo pełnego dostępu do środków regulacji płodności”. Jeżeli małżonkowie zamiast: ”zdrowego, ekologicznego i naukowo uzasadnionego, służącego umacnianiu więzi małżeńskiej naturalnego planowania rodziny” wybierają metody inne, grożące nawet ”zniszczeniem więzi małżeńskiej”, aczkolwiek w ich ocenie bardziej skuteczne, to mają do tego prawo. To jest ich świadomy wybór. Wybór, który należy uszanować. Wolność człowieka to właśnie wolność wyboru. W każdej sytuacji. Biblijni Adam i Ewa też mieli wolność wyboru. I też go dokonali. Bo na tym opiera się istota człowieczeństwa. Tym odróżniamy się od zwierząt. Odnośnie promowania antykoncepcji - nic nie stoi na przeszkodzie, aby równie skutecznie reklamować metody naturalne. Praktycznym problemem takiej promocji pozostanie jednakże brak rzetelnych badań naukowych przeprowadzonych według kryteriów EBM, dotyczących skuteczności i efektywności tychże metod.
Kryteria EBM są równie bezwzględne dla naprotechnologii, jako alternatywy dla leczenia niepłodności metodą In vitro. W rekomendacjach dotyczących diagnostyki i leczenia niepłodności opracowanych przez zespół ekspertów z Sekcji Płodności i Niepłodności Polskiego Towarzystwa Ginekologicznego oraz Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu stwierdzono między innymi: ”Proponowany w ramach naprotechnologii algorytm postępowania nie znajduje potwierdzenia w kontrolowanych badaniach klinicznych. Z tych powodów naprotechnologia nie może być postępowaniem rekomendowanym w leczeniu niepłodności. W terapii nie dopuszcza się stosowania inseminacji i zapłodnienia pozaustrojowego, tym samym metoda ta nie jest w stanie pomóc m. in. kobietom z niewydolnością jajników, zaawansowaną endometriozą, niedrożnością lub ograniczeniem drożności jajowodów, oraz w męskim czynniku niepłodności”.
Nie wiem, kto i w jakich okolicznościach wygłosił sentencję "Non progredi est regredi." (z łac. - Kto nie idzie naprzód, ten się cofa). Tajemnica niknie w pomrokach dziejów. Jedno jest pewne. To powiedzenie nie straciło na swojej aktualności. Zwłaszcza, gdy odnosi się do tych wszystkich osób, które zamiast śledzić osiągnięcia współczesnej nauki, skupiają się na rozpowszechnianiu pseudonaukowych twierdzeń i uogólnień. W historii seksuologii było ich zbyt wiele, co doprowadziło do zahamowania rozwoju wiedzy o ludzkiej seksualności i do powstania licznych fałszywych poglądów. Okazuje się, w XXI wieku takich osób nadal nie brakuje.
Na szczęście koła postępu nie można już zatrzymać.