Pan pogodynek w telewizji zatoczył ręką szerokie koło nad mapą Europy Środkowej, zakreślając strefę wpływu ogromnego wyżu. I stało się lato. Choć strefa wpływów z racji historii naszego kraju, a także pewnych doświadczeń osobistych, nie kojarzy się nam specjalnie dobrze, pozostawanie akurat w strefie wpływów wyżu środkowoeuropejskiego pasuje nam i to nawet bardzo. Nie tylko z racji obficie kwitnących różaneczników w naszym ogrodzie, upojnego zapachu parującej ziemi, czy obłąkańczo trelującego ptactwa. Kiedy temperatury dochodzą do 30 stopni, możemy bez umiaru rozkoszować się smakiem naszych ulubionych sałat.

REKLAMA
Sałatę o tej porze roku właściwie robi się bardzo prosto. Wystarczy na targu wypatrzyć coraz to nowe, świeże nowalijki, umyć je, osuszyć pokropić dressingiem, dokładnie wymieszać i pyszne jedzenie gotowe. Kiedy młoda sałata rzymska, roszponka, rucola, jarmuż, endywia, mangold wylewają się wprost ze straganów z doborem składników nie ma żadnego problemu. Dressing to już zupełnie inna sprawa. Może on bowiem z niepozornie wyglądających, zielonych listków uczynić danie wykwintne, zaostrzające apetyt, zaskakujące swą ostrością lub zniewalające nutą słodyczy. Kiedyś dane nam było rozkoszować się prostą sałatą, zroszoną nieznacznie dressingiem na bazie toskańskiej oliwy i świeżych trufli z okolic Piemontu. Właściwie grzeszmy słowem, bo nie był to dressing, ale król dressingów, który musnąwszy zaledwie zielone listki, uczynił z nich danie niezapomniane. Gdyby nie fakt, że byliśmy przy stole w dobrym towarzystwie, usta nasze rozwarłyby się szeroko ze zdumienia, że sałata tak smakować może.
Z braku świeżych piemonckich trufli, ratujemy się z powodzeniem wymyślając coraz to nowe kombinacje smaków do naszych sałat. Dzisiaj do naszego dressingu spróbowaliśmy dodać odrobinę świeżego, startego imbiru i smak ten wielce przypadł nam do gustu. Tym bardziej, że dodaliśmy do naszego sałatkowego sosu odrobinę musztardy z miodem, aby ostry nieco smak imbiru odrobinę złagodzić. Po spożyciu naszej sałaty rozsiedliśmy się wygodnie na tarasie z filiżanką aromatycznej japońskiej senchy, która oprócz tego, że doskonale gasi pragnienie świetnie smakuje w upalne dni. Jeżeli jutro pan pogodynek się sprawi i będziemy ciągle w strefie wpływów wyżu, mamy już pomysł na kolejny dressing.
Składniki:
Sałata:
Sparzony na parze jarmuż – mniej więcej ½ miski do sałaty
Garść liści mangolda
Garść endywii
Pomidor malinowy
1 młoda marchewka
Garść uprażonych orzeszków pinii
Dressing:
½ szklanki oliwy z pierwszego tłoczenia
2 ząbki młodego czosnku
1 łyżka musztardy z miodem
½ łyżki miodu akacjowego (opcjonalnie)
1 łyżka soku z cytryny
1 łyżeczka świeżego, startego imbiru
Przygotowanie:
Wyciśnięty czosnek zalewamy sokiem z cytryny i czekamy 10-15 minut. Dzięki temu czosnek straci swoją ostrość, ale zachowa aromat. Zalewamy oliwą, dodajemy pozostałe składniki dressingu i bardzo dokładnie mieszamy. Usuwamy grubsze łodyżki z jarmużu i mieszamy z pozostałymi składnikami sałaty. Sałatę polewamy dressingiem, mieszamy i posypujemy orzeszkami pinii.