Każdy radzi sobie ze smutkiem na swój sposób. Na egzystencjalne rozterki Amerykanie łykają prosac. Ból istnienia porządny Niemiec leczy solidnym kuflem piwa i ociekającą tłuszczem golonką. Na splina Francuz zapewne zastosuje kieliszek Bordeaux, zagryzany kawałkiem dojrzałego camemberta. Na spotkanie z chandrą Rosjanin wyruszy w towarzystwie zaprzyjaźnionej setki zimnej wódki i kawałka słoniny – do drugiej setki, bo po pierwszej się nie zakąsza. Nasza znajoma zawsze nosi z sobą czekoladę, bo gdy dopadnie ją przygnębienie wkłada pod język kawałek tej słodkości i serotoniny wraz endorfinami natychmiast zaczynają buzować w jej mózgu, przestawiając myślenie na pozytywną nutę. Z kolei jej małżonek, kiedy tylko za rogiem zacznie czaić się poczucie beznadziei, zakłada buty i biegnie co najmniej 10 kilometrów. Naszym sposobem na poprawę nastroju jest domowe ciasto.

REKLAMA
Nie tylko na poprawę nastoju zresztą, bo gdybyśmy mieli robić sobie ciasto tylko wtedy, gdy ogarnia nas smutek lub dogania deprecha, wyszlibyśmy z wprawy. Może to zdrowy styl życia, może miłe towarzystwo osób, w kręgu których się obracamy, a może związana już z wiekiem pogoda ducha (zwana przez złośliwych otępieniem), ale dobry nastrój nas raczej nie opuszcza, uśmiech na naszych twarzach gości nader często, a w działaniu bliźnich doszukujemy się raczej dobrej niż złej woli. (Choć w tej ostatniej kwestii czasem ogarniają nas wątpliwości, gdy na ekranie telewizora pojawiają się rozmaici smutni panowie, owładnięci misją mówienia innym, jak powinni żyć.) Ciasto robimy także wtedy, gdy dobry humor bulgoce w nas, jak woda na ziemniaki, serca rwą do przodu, jak górski potok, a myśli unoszą się wyłącznie wokół spraw pięknych, jak pszczoły nad kwitnącym właśnie u nas jaśminem.
Być może jest to właśnie sekret naszego dobrego nastroju. Wiadomo człowieka dobrze nakarmionego kawałkiem domowego ciasta ogarnia natychmiast błogostan i przemożna ochota czynienia wyłącznie dobra, nawet jeśli jest to chęć czysto teoretyczna. Można więc zaryzykować tezę, że ciasta robimy sobie profilaktycznie, dzięki czemu chandra, splin, depresja i melancholia razem wzięte trzymają się od nas z daleka w obawie, że przy spotkaniu z kawałkiem rozpływającej się w ustach słodkości nie maja wielu szans. Nasza dzisiejsza profilaktyka była zresztą podwójnie skuteczna, bo pyszne wiosenne ciasto z morelami upiekła dla nas pewna zmyślna kuchareczka, która darem przyrządzania znakomitych deserów została najwyraźniej genetycznie obciążona.
Składniki:
Kruszonka:
70 g masła
60 g mąki pszennej
30 g cukru brązowego
80 g płatków migdałowych
Szczypta cynamonu i kardamonu do smaku
Garstka płatków migdałowych do dekoracji
Ciasto:
200 g mąki
100 g masła
3 łyżki brązowego cukru
Łyżeczka cukru waniliowego
2 żółtka
Dodatki:
1,5 kg moreli,
2 garści truskawek
Lody waniliowe
Przygotowanie:
Zagnieść składniki na kruszonkę i schłodzić w lodówce na pół godziny. Posiekać morele i truskawki. Zagnieść składniki na ciasto, najlepiej ręcznie, tylko do połączenia się składników. Wyłożyć ciastem małą tortownicę i podpiec spód 10 min w piekarniku rozgrzanym do 190 stopni. Wyłożyć na spód owoce, posypać kruszonką i migdałami. Zapiec w temperaturze 190 stopni przez kolejne 25-30 minut. Ostudzić. Podawać najlepiej jeszcze ciepłe z gałką lodów waniliowych.