Zostaliśmy delikatnie napomniani przez jednego z naszych czytelników. No, może od razu nie napomniani, ale subtelnie ukierunkowani. Czytelnik nasz mianowicie zauważył, że w najrozmaitszych blogach kulinarnych roi się od wymyślnych potraw i ingrediencji, zaś coraz mniej kuchni domowej, babcinej, jaka ongiś bywała. Faktycznie, kto bez winy, niechaj pierwszy sięgnie po kamień. W naszych przepisach czasem zapachnie kardamonem, niekiedy da się poczuć charakterystyczny smak fenkułu, zaś źródłem białka, zamiast swojskiego schaboszczaka, bywa – nie bójmy się tego słowa – quinoa. Wyczuleni na głos opinii publicznej (ostatnimi czasy lepiej być wyczulonym, bo a nuż ktoś poczuje się urażony albo przykro mu będzie), nadrabiamy zaległości i pieczemy babciną tartę morelową.

REKLAMA
Babcia, co prawda, tartą tego nie nazywała, ale kiedy przypomnimy sobie wygląd i smak ciasta, dzisiaj chyba tak zostałoby zakwalifikowane. Pewne jest to, że co roku babcia piekła tartę ową, wykorzystując plon, jaki dawała rachityczna morela, rosnąca trochę jakby przez przypadek w kącie ogrodu. Dziadek, jako osoba przez los i historię doświadczona (w końcu przeżyć dwie wojny i wyzwolenie armii czerwonej, to nie zabawa), miał głęboko zakorzeniony szacunek do własności. Kiedy rąbał stare deski na opał, pieczołowicie wyjmował z nich gwoździe, bo mogły się przecież kiedyś przydać. Nic więc dziwnego, że niewyrośniętej moreli wyciąć z ogrodu nie chciał, pomimo że owoce miała niezbyt dorodne i do tego kwaśne. Babcia jednak z owoców tych potrafiła uczynić cuda i raz do roku ciasto z morelami nam przygotowywała, na jeden placek tego morelowego zbioru bowiem wystarczało.
Człowiek był młody i głupi, więc babciny przepis na morelowca zaginął gdzieś w pomroce dziejów, zresztą wraz z zapewne celnymi radami i przestrogami babci i dziadka, co powoduje, że ciągle borykamy się podstawowymi pytaniami (jak żyć?) i powtarzamy te same błędy. Metodą prób i błędów, udało nam się jednak ten smak babcinej tarty morelowej odtworzyć i – pomimo braku rachitycznej morelki w ogrodzie – raczymy się nią (tartą nie morelką) od czasu do czasu. Inna sprawa, że naznaczeni zapewne piętnem nowoczesności, oprócz cynamonu, którego babcia nie żałowała, dodajemy do tarty również kardamon, ale nie jest to konieczne i miłośnicy tradycji czystej i nowinkami nieskalanej mogą przyprawę tę w przepisie pominąć.
Składniki:
1 kg moreli
Cukier do smaku
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka kardamonu (opcjonalnie)
Odrobina startej gałki muszkatowej
100 ml syropu z pigwy
1 łyżeczka żelatyny lub agaru
Cukier puder do posypania tarty
Spód tarty:
230 g mąki pszennej
150 g masła
1 żółtko
Cukier
Odrobina zimnej wody i soli
Przygotowanie:
Masło rozpuszczamy i wystudzamy, a następnie mieszamy z mąką, cukrem (2-3 łyżki), żółtkiem jajka, odrobiną soli i zimnej wody. Zagniatamy i wstawiamy do lodówki na ok. godzinę. Schłodzone ciasto rozwałkowujemy i wykładamy nim dokładnie formę do tarty posmarowaną masłem. Ciasto trzeba dokładnie ugnieść, tak aby równomiernie przylegało do formy. Wstawiamy do rozgrzanego do 180 stopni piekarnika i pieczemy przez ok. 15 minut.
Myjemy morele i usuwamy z nich pestki. Mniej więcej 1/3 moreli kroimy w kostkę i dusimy przez ok. 45 minut z kilkoma łyżkami cukru. Morelową masę wykładamy na podpieczony spód tarty, a na wierzchu układamy ściśle pozostałe połówki moreli. Wkładamy do piekarnika i pieczemy przez ok. 30 minut. Syrop z pigwy rozrabiamy w agarem i doprowadzamy do wrzenia. Kiedy galaretka zacznie gęstnieć, polewamy równomiernie wierzch tarty. Podajemy kiedy galaretka na się zetnie, posypaną cukrem pudrem.