
Stoczyliśmy dzisiaj prawdziwą walkę. Co tam walkę, bój prawdziwy. Walka była zacięta i ostra - nie takie tam mizianie piłeczki, jak u Radwańskiej na Wimbledonie (przegrała bidulka zresztą sromotnie, aż szkoda było patrzeć), czy mundialowe potyczki, gdzie obie strony czekają na rzuty karne, podając piłkę do bramkarza. Nasza walka była na miarę morderczego starcia rycerzy Jedi z mrocznym lordem Sithów (miecze świetle furczą w powietrzu), czy sporu posła Niesiołowskiego z posłem Brudzińskim (ja panu nie przerywałem). Naszą walkę toczyliśmy bowiem o marchewkę…
3-4 ząbki czosnku
2 małe, młode bulwy kopru włoskiego
300 g ugotowanego łuskanego bobu
1 szklanka ugotowanej komosy ryżowej
Kilka małych, młodych ziemniaków
Oliwa
Garść posiekanej natki pietruszki
Sól morska i czarny pieprz – do smaku
