Niedawno mieliśmy okazję wysłuchać wywiadu z Michałem Znanieckim, reżyserem specjalnego wystawienia La Traviaty na pustyni w Masadzie. Pomysł wystawienia klasycznej, dziejącej się w Paryżu, opery na spalonej słońcem izraelskiej pustyni, gdzie w nocy temperatura sięga trzydziestu kilku stopni, wydał nam się zupełnie fantastyczny. Może znawcami opery nie jesteśmy, ale zdarza nam się bywać na niektórych spektaklach i podczas wizyt tych odwiedzamy nie tylko bufet. Zafascynowali nas więc artyści, którzy mieli dość wyobraźni, aby na pustyni operę wystawić, a także widzowie, którzy nie bacząc na ekstremalne warunki (temperatura, odległość, no i odlotowe, jak sam spektakl, ceny biletów) tłumnie na wystawienie dzieła Verdiego przybyli. Prawdziwym wizjonerem opery być trzeba, aby na coś takiego się porwać; operę trzeba istotnie kochać, aby w wydarzeniu takim wziąć udział.

REKLAMA
O wydarzeniu tym rozmawialiśmy z przyjaciółmi, którzy sami są wielkimi koneserami sztuki operowej i niestrudzenie przemierzają (jak na razie) Europę w poszukiwaniu coraz to nowych wystawień, które pieściłyby ucho. Pomysł wystawienia Verdiego na pustyni i rozmowa z pasjonatami, którzy – zamiast kupić wczasy „all inclusive” w pięciogwiazdkowym kurorcie – jadą przez pół Europy, żeby posłuchać Donizettiego, nastroiły nas do świata niezwykle pozytywnie. Właściwie kontakt z każdym, kto ma w życiu jakąś prawdziwą, życiową pasję (no, może z wyjątkiem pasji publikowania zdjęć kotków na facebook’u) jest niezwykle wzbogacający. Więcej nawet, takie kontakty działają oczyszczająco, szczególnie po ciężkim dniu w pracy albo po wysłuchaniu fragmentów sejmowej debaty.
Podczas naszych operowych rozmów chłodziliśmy rozgrzane operową rozmową głowy i serca delikatnym prowansalskim różowym winem, do którego jedliśmy faszerowane kwiaty cukinii. Naszym gościom faszerowane kwiatuszki przypadły najwyraźniej do gustu, prawie jak jakaś mała, zręczna uwertura. Wywiązujemy się zatem z obietnicy, aby przepisem na to danie się podzielić. W końcu miłość do dobrej kuchni i pasja do muzyki dają się całkiem dobrze pogodzić.
Składniki:
8 kwiatów cukinii
200 g serka koziego typu Chevroux
3-4 suszone marynowane w oliwie pomidory
2 łyżki świeżej, posiekanej szałwi
1 jajko
1 papryczka chilli (opcjonalnie)
½ szklanki mleka
3-4 łyżki mąki
Odrobina świeżo startej gałki muszkatowej
Olej do smażenia (np. z pestek winogron)
Sól, czarny świeżo mielony pieprz
Przygotowanie:
Przygotowujemy ciasto (jak na naleśniki): roztrzepujemy jajko z mlekiem, dodajemy mąkę, odrobinę soli i pieprzu oraz gałki muszkatowej i wszystko dokładnie mieszamy. Serek kozi mieszamy z posiekanymi pomidorami i szałwią, doprawiamy odrobiną pieprzu. Ostrożnie faszerujemy kwiaty cukinii farszem z serka koziego. Nafaszerowane kwiaty maczamy w cieście naleśnikowym tak, aby dokładnie pokryło je ze wszystkich stron. Tak przygotowane kwiaty smażymy na kolor złoty na rozgrzanym oleju. Jeżeli chcemy potrawie nadać ostrzejszą nutę do tłuszczu dodajemy w czasie smażenia przekrojoną wzdłuż papryczkę chilli. Podajemy gorące, zaraz po usmażeniu.