
Na węgierki jeszcze trochę za wcześnie. Muszą dojrzeć, nasycić się późnoletnim słońcem, wychłodzić się trochę w zimne, wrześniowe noce, żeby nabrały swej charakterystycznej, piekąco-gorzkawej słodyczy. Nie wytrzymaliśmy jednak, kiedy na targu zobaczyliśmy wczesną odmianę tej śliwki i kupiliśmy torbę do przetestowania. Wczesne węgierki to może nie Beaujolais nouveau i trudno po ich smaku prorokować, jak smakować będą tegoroczne zbiory. Sierpniowe młodziaki, choć są zaledwie obietnicą swych dojrzałych siostrzyczek, wypadły jednak całkiem znośnie. Na powidła się jeszcze nie nadają, ale do ciasta już jak najbardziej.
½ szklanki mąki ziemniaczanej
Ok. 1 szklanki cukru (my lubimy mniej słodkie, więc dodaliśmy ¾ szklanki)
1 kostka masła
6 jajek
Odrobina aromatu waniliowego
1 łyżeczka proszku do pieczenia
½ łyżeczki sody spożywczej
1 kg węgierek
