
Ze zrozumiałą ostrożnością i nie bez pewnych obaw przystąpiliśmy dzisiaj do oswajania wężymorda. Nie to, żeby wiązało się to z jakimś zagrożeniem, albo wymagało bardzo specjalistycznego sprzętu, ale strach zawsze jest. Zwyciężył w nas jednak duch eksperymentatorów patelni i dzielnych poszukiwaczy nie do końca jeszcze zadeptanych, kulinarnych ścieżek.
REKLAMA
Wężymord nazywa się dość egzotycznie. Choć w świecie fauny i flory zdarzają się nazwy o wiele bardziej kreatywne, czy krew w żyłach mrożące. Weźmy chociażby taką pańdrożycę wątpliweczkę czy pasigębę tłuszczankę, którym w żadnym razie nie ustępuje bluszczyk kurdybanek, dziwidło olbrzymie, głodek kaukaski, kisielec kędzierzawy, czy maworek pomarszczony, który nie dość, że urodą faktycznie nie grzeszy, to jest w dodatku śluzowcem. W takim kontekście wężymord brzmi nawet dumnie, zgoła szlachetnie, choć być może dla węży nieco złowróżbnie. Słusznie zresztą, bo wężymord zawdzięcza swoją nazwę ludowym przekazom, iż jest skutecznym lekarstwem na żmijowy jad.
Wężymord, znany także jako czarny korzeń, skorzonera, czy szparag zimowy, faktycznie bywa stosowany leczniczo, choć obecnie niekoniecznie przy ukąszeniach żmii – współczesna nauka ma na nie szczęśliwie znacznie skuteczniejsze metody. W medycynie naturalnej wężymord znany jest z właściwości przeciwkaszlowych i stosuje się go jako środek na zwiększenie odporności. Częste spożywanie jego gotowanych korzeni pomaga w zachowaniu młodej, zdrowej skóry i leczeniu rozmaitych skórnych chorób. W związku dużą zawartością wapnia, poleca się go chorym na osteoporozę i rekonwalescentom po złamaniach. Te lecznicze zastosowania wydają się zresztą całkiem oczywiste, bo wężymord zawiera sód, potas, magnez, wapń, żelazo, fosfor, chlor, karoten, witaminy: E, B1, B2, C oraz fruktozę. Dzięki tej ostatniej, był zresztą pod koniec XVIII wieku dość powszechnie używany w Europie jako słodzik do kawy.
Nie tylko dla zdrowotnych właściwości postanowiliśmy jednak oswoić wężymorda. Głównie interesował nas jego smak oraz, co może ważniejsze, zaintrygowało nas to, że nazywa się go czasem szparagiem zimowym. Szparagi bowiem to nasza wielka miłość i – jak to w przypadku rozstań z ukochanym obiektem bywa – cierpimy niemożebnie gdy sezon na nie dobiegnie końca. Zimowe szparagi (wężymord jest dostępny właściwie do późnej jesieni) byłyby dla nas zatem możliwością przedłużenia szparagowego szaleństwa, a jeśli przy okazji wchłonęlibyśmy trochę wapnia, witamin i karotenu – tym lepiej.
Po przyrządzeniu wężymorda okazało się, że faktycznie smakuje trochę jak biały szparag, choć jest delikatniejszy i – co wcale nie przeszkadza – pozbawiony szparagowej włóknistości. Może nie jest to nasza wielka szparagowa miłość na całe życie, ale solidny późnojesienny romans jak najbardziej i to taki, który z pewnością będzie źródłem wielu miłych wspomnień. Delikatność wężymordowego smaku powoduje jednak, że trzeba uważać ze składnikami, z którymi się go serwuje, bo łatwo zdominować go jakimś wyrazistym sosem lub przyprawami, sypniętymi nazbyt szczodrą ręką. Ponieważ oswajanie to proces wymagający cierpliwości i umiaru, na początek przyrządziliśmy naszego wężymorda z bułką tartą podsmażona na kolor złoty na maśle klarowanym, z dodatkiem odrobiny czosnku, soli i pieprzu. Aby jednak nie wpaść w zupełną rutynę (w końcu romans wymaga odrobiny starunku), do tartej bułki dodaliśmy trochę posiekanych, suszonych jagód miechunki. Nie tylko dlatego, że lubimy ją z uwagi na słodkawo-cierpki smak, ale pomyśleliśmy sobie, że oswajanie wężymorda czymś tak znanym jak żurawina czy suszony agrest byłoby najzwyczajniej nie na miejscu.
Składniki:
8-10 korzeni wężymorda
3 łyżki masła klarowanego
2 łyżki bułki tartej
1 ząbek czosnku
Garść posiekanych, suszonych jagód miechunki (od biedy można zastąpić suszonym agrestem)
Sól, pieprz do smaku
2 cytryny
3 łyżki masła klarowanego
2 łyżki bułki tartej
1 ząbek czosnku
Garść posiekanych, suszonych jagód miechunki (od biedy można zastąpić suszonym agrestem)
Sól, pieprz do smaku
2 cytryny
Przygotowanie:
Korzenie wężymorda myjemy dokładnie z piasku w misce z wodą, do której uprzednio dodaliśmy sok z cytryny. Sok z wężymorda plami na czerwono i w połączeniu z cytryną może podrażnić skórę, warto więc do tej pracy założyć rękawiczki. Umyte, nieobrane, korzenie gotujemy we wrzącej wodzie z dodatkiem soku z cytryny. Następnie obieramy najcieniej jak tylko można, wykładamy na talerz i polewamy bułką tartą, podsmażoną na klarowanym maśle z czosnkiem i miechunką.
