Wrzesień często lubi zaskakiwać pogodą. Wystarczy, żeby tylko młodzież zaczęła chodzić do szkoły, a zmęczeni wakacjami rodzice zaczęli relaksować się w pracy, a od razu przygrzewa piękne słońce. Wykorzystaliśmy to wrześniowe lato w pełni, pławiąc się w cieple cały weekend. Wykorzystała także nasza specjalna wysłanniczka, która ostatnio dzielnie przemierza drogi i bezdroża Małopolski. Tym razem zawitała do Ojcowa.

REKLAMA
Wizyta w Ojcowie, oprócz oczywistych walorów krajobrazowych, ma także pewien aspekt kulinarny. W Ojcowskim Parku Narodowym mieści się bowiem założona 1935 roku, w dobrach rodziny Czartoryskich, słynna hodowla pstrągów. W latach 30-tych XX wieku, oprócz pstrąga potokowego i tęczowego hodowano tam także karpie i karasie. Hodowla pstrągów przetrwała burzliwe czasy II Wojny Światowej oraz ustawę o reformie rolnej z 1944 roku i istnieje do do dzisiaj w ramach Ojcowskiego Parku Narodowego (więcej na link). Dzięki długoletniej tradycji hodowlanej, pstrąg ojcowski nie ma sobie równych, co potwierdza nasza korespondentka, która szczególnie upodobała sobie tę szlachetną rybę w wersji wędzonej.
logo
Kiedy posilona pstrągiem nasza korespondentka dzielnie wdrapywała się na strome góry i przedzierała przez zarośla, jej oczom ukazała się skała o nazwie Łaskawiec. Według legendy, piękna, choć nietypowa, nazwa skały, pochodzi z czasów, gdy chłopi nie tylko nie korzystali jeszcze z dobrodziejstw KRUSu, ale musieli jeszcze odrabiać pańszczyznę, a więc z pewnością było to, zanim ich interesów zaczął bronić PSL. Bezwzględny właściciel tamtejszych terenów pozwalał siać na jałowej ziemi jęczmień, w zamian jednak żądał czwartej części uzyskanych plonów. Zaiste, jawny był to wyzysk i przejaw chciwości niespotykanej, która – jak to w legendach bywa – musiała zostać przykładnie ukarana. Gdy nastał czas zbiorów, chłopi ukryli jeden garniec jęczmienia, przyznając się jedynie do zebrania jedynie czterech. Podejrzliwy włodarz osobiście wszedł na skałę, by samemu policzyć kłosy. Kiedy liczenie prawie kończył, wychylił się tak nieszczęśliwie, że spadł ze skały, kończąc na miejscu swe marne życie wyzyskiwacza u jej podnóża. Przepełnieni wdzięcznością chłopi, po dziś dzień skałę ową Łaskawcem nazywają.
Może zatem korzystając z dobrej, wrześniowej pogody, związki zawodowe powinny zaprosić organizacje pracodawców na ojcowskiego pstrąga, pospacerować po Parku, i przy skale Łaskawiec, opowiedzieć – ku przestrodze – tę legendę. Czy to coś da, nie wiemy, ale z pewnością zdrowsze to i sympatyczniejsze niż palenie opon przez biurem Premiera czy pikieta przed Sejmem. Tym bardziej, że świeże, wędzone pstrągi w Warszawie kupić nie tak łatwo.