
Właśnie w Dubrowniku maszerują członkowie straży miejskiej, a za nimi równym krokiem, z dumnie uniesionymi głowami, pójdą za chwilę Dubrowniccy Muszkieterowie. Ale to tylko wstęp zaledwie, taka mała przygrywka przed tym co nastąpi potem. Równo o 17:30 rozpocznie się tam bowiem wielki Festiwal Muli.
REKLAMA
Do muli lub muszli, bo tak nazywamy w naszym rodzinnym gronie jadalne małże, mamy stosunek bliski, wręcz przyjacielski. Nie tylko dlatego, że ich lekko metaliczny słony smak głaszcze podniebienie morską bryzą. Mule kojarzą nam się zawsze ze słonecznymi wakacjami – tymi w Chorwacji, Hiszpanii, czy na Lazurowym Wybrzeżu – a także z pełnymi dobrych wspomnień wypadami do Brukseli, gdzie wraz ze słynnymi belgijskimi frytkami stanowią one danie niemal narodowe. Nawet kiedy los rzuci nas do Paryża, zdradzamy czasem uroki francuskiej kuchni i wpadamy pod numer 32 na rue Legendre, gdzie ukradkiem oddajemy się namiętnemu spotkaniu z kawałkiem bagietki i dużą miską muli. W końcu Paryż ma swoje prawa i sekretne, namiętne spotkania nie należą tam do rzadkości.
Rozmarzyliśmy się więc ogromnie na myśl o dubrownickim festiwalu i namówiliśmy sąsiadów na małe spotkanie, którego tematem przewodnim będą mule właśnie. Nasza wielce uzdolniona kulinarnie sąsiadka obiecała przygotować swoje flagowe mule w sosie z czosnkiem i białym winem. My serwować będziemy moules mariniere, czyli mule po marynarsku, w sosie na bazie cebuli, pomidorów, czosnku i białego wina. Inny sąsiad zapewni lokal i niewymuszoną, leniwą atmosferę weekendowego popołudnia. W ten sposób zrobimy sobie taki mały festiwal muli na miejscu, bez konieczności wyjazdu do Dubrownika, choć oczywiście będziemy musieli się obyć bez przemarszu muszkieterów.
Mule po marynarsku przygotowuje się bardzo prosto, ale wymaga to nieco skrupulatności. Kiedy mamy już paczkę świeżych muli, najbardziej pracochłonnym elementem jest dokładne oczyszczenie ich muszli z morskich pozostałości. Kiedy jedna osoba zajmuje się czyszczeniem, druga kroi cebulę (lub nawet dwie), sieka kilka ząbków czosnku i podsmaża je na paru łyżkach oliwy w dużym garnku. Kiedy cebula i czosnek się zeszkli, dodaje się puszkę pomidorowej pulpy i wlewa butelkę białego wina. Jeszcze tylko trochę soli, pieprzu, dwa ziarenka ziela angielskiego, listek laurowy i wywar gotowy. Trzeba go gotować na wolnym ogniu pod przykryciem przez około godzinę, aż cebula zacznie się rozpadać. Wtedy wrzucamy do niego umyte i oczyszczone mule i gotujemy przez ok. 15 minut , potrząsając kilka razy garnkiem, aby wymieszały się z sosem. Na koniec dodajemy posiekanej pietruszki. Do tak przygotowanego dania wystarczy kawałek bagietki oraz kieliszkiem białego lub różowego wina i można już bez reszty oddać się weekendowemu zamuszleniu.
