O autorze
Dobre jedzenie jest jedną z naszych pasji.

Uwielbiamy odkrywać nowe krainy smaków i zapachów, ale też cenimy sobie powroty do znanych i sprawdzonych miejsc na naszej kulinarnej mapie. Lubimy dać się zaskakiwać: niecodziennym zestawieniem smaków, ciekawymi pomysłami na podanie dania. Ale sami także eksperymentujemy, wymyślamy nowe kombinacje, mieszamy najróżniejsze składniki. Naszą ciągłą inspiracją są podróże – nie tylko te dalekie, kiedy nasze kubki smakowe spotykają się z kulinarnym dziedzictwem innych narodów. Podróże bliskie, do innego regionu, miasta, wioski, dostarczają nam okazji do odkrycia nieznanych smakołyków w lokalnych restauracjach czy wytwarzanych przez niewielkie rodzinne firmy. Kochamy targowiska i jarmarki, ich niesterylny nieład i sezonową obfitość: na nich właśnie najlepiej lubimy wymyślać, co zjemy na kolację.

Kilka lat temu stworzyliśmy markę „Spiżarnia”, dzięki której smakosze mogą popróbować tradycyjnych, oryginalnych polskich przysmaków: konfitur, soków, syropów, miodów prosto z pasieki, przetworów i rozmaitych słodkości.

Mieliśmy pewien kłopot z nazwaniem naszego stylu gotowania. Po długiej burzy mózgów zdecydowaliśmy się na nazwę www.zniejednegogarnka.pl„Z niejednego garnka”[/url], bo faktycznie z różnych garnków pochodzą nasze kulinarne inspiracje.

Prosto z Keralii

Według legendy, raz do roku, w wilgotnej i gorącej Keralii, wśród zieleni kokosowych palm, plantacji herbaty, kawy, kardamonu, pieprzu, imbiru oraz ryżowych pól pojawia się legendarny król-demon Mahabali, którego rządy były podobno złotą erą w dziejach regionu. Aby uczcić to wydarzenie, mieszkańcy Keralii organizują wielki festiwal Onam.




Nie mieliśmy, niestety, okazji poznać osobiście króla-demona ani brać udział w festiwalu na jego cześć, ale nasi sympatyczni znajomi, którzy właśnie z Kerali wrócili tyle dobrego o tym miejscu opowiadali, że pewnie kiedyś się tam wybierzemy. Tym bardziej, że podczas festiwalu doświadczyć można niezliczonych atrakcji, takich jak parady przystrojonych słoni, tańce ludzi-tygrysów i wyścigi długich łodzi, tzw. snake boats, każda ze stu wioślarzami na pokładzie. Ponieważ święto przypada na koniec żniw, określa się je często dożynkami. Podczas Onam robi się wielkie sprzątanie i równie wielkie zakupy, wejścia domów dekoruje się skomplikowanymi kwiatowymi układankami, w świątyniach odbywają się specjalne modlitwy, wszyscy ubierają się w nowe, odświętne stroje, otrzymane w prezencie od bliskich oraz spotykają się z rodziną i przyjaciółmi.




Innym istotnym elementem festiwalu jest podawany w Tiruvonam, czyli ostatni i najważniejszy dzień świąt, wystawny obiad zwany Onasadya, podczas którego - obowiązkowo na liściu bananowca - serwowane są specjalne wegetariańskie potrawy. Część z nich przygotowywana jest tylko z okazji Onam. Dawniej potraw tych mogło być 30 i więcej. Dzisiaj jest ich zwykle od dziewięciu do trzynastu. Tradycja określa ściśle zarówno ułożenie bananowego liścia na stole („ostrym” końcem w lewo), jak też położenie potraw na liściu.

Na obiadowym liściu Onasadya naszych znajomych znalazły się (od dołu po prawej, zgodnie z ruchem wskazówek zegara):

• pappadam - cienki, chrupiący placek z mąki z ciecierzycy
• gotowany na parze ryż
• dhal - sos z duszonej soczewicy lub grochu
• smażona ryba
• kokosowy chutney
• sałatka z pomidorów i cebuli, z marchewką, imbirem i jogurtem
• avial - kawałki marchewki, ziemniaków, dyni i fasolki, uduszone w mleczku kokosowym z dodatkiem świeżych liści curry
• sałatka z ogórków
• thoran nr 1, czyli drobno posiekany kwiat bananowca duszony z pulpą ze świeżo utartego kokosa, z dodatkiem ziaren gorczycy prażonych w oleju kokosowym
• thoran nr 2, tym razem na bazie drobno pokrojonej skóry arbuza


Na deser zaś podano słodki, jak wszystkie indyjskie desery, payasam, czyli ryżowym puddingiem z nierafinowanym cukrem palmowym (jaggery), masłem ghee, mleczkiem kokosowym, kardamonem, orzechami nerkowca i rodzynkami.



Kiedy tak słuchaliśmy opowieści o Keralii i festiwalu Onam, trochę szkoda nam się zrobiło, że nie mamy takich uroczystości w kraju. Chociaż z drugiej strony – powrót legendarnego króla, wielkie sprzątanie i wielkie zakupy, prezenty, spotkania z rodziną i znajomymi, tradycyjne, wegeteriańskie potrawy – jak to różne kultury są do siebie podobne…