O autorze
Dobre jedzenie jest jedną z naszych pasji.

Uwielbiamy odkrywać nowe krainy smaków i zapachów, ale też cenimy sobie powroty do znanych i sprawdzonych miejsc na naszej kulinarnej mapie. Lubimy dać się zaskakiwać: niecodziennym zestawieniem smaków, ciekawymi pomysłami na podanie dania. Ale sami także eksperymentujemy, wymyślamy nowe kombinacje, mieszamy najróżniejsze składniki. Naszą ciągłą inspiracją są podróże – nie tylko te dalekie, kiedy nasze kubki smakowe spotykają się z kulinarnym dziedzictwem innych narodów. Podróże bliskie, do innego regionu, miasta, wioski, dostarczają nam okazji do odkrycia nieznanych smakołyków w lokalnych restauracjach czy wytwarzanych przez niewielkie rodzinne firmy. Kochamy targowiska i jarmarki, ich niesterylny nieład i sezonową obfitość: na nich właśnie najlepiej lubimy wymyślać, co zjemy na kolację.

Kilka lat temu stworzyliśmy markę „Spiżarnia”, dzięki której smakosze mogą popróbować tradycyjnych, oryginalnych polskich przysmaków: konfitur, soków, syropów, miodów prosto z pasieki, przetworów i rozmaitych słodkości.

Mieliśmy pewien kłopot z nazwaniem naszego stylu gotowania. Po długiej burzy mózgów zdecydowaliśmy się na nazwę www.zniejednegogarnka.pl„Z niejednego garnka”[/url], bo faktycznie z różnych garnków pochodzą nasze kulinarne inspiracje.

Słodkie ciągoty

Wpadła nam ostatnio do ręki amerykańska broszurka na temat sposobów walki z tzw. „sugar cravings”, czyli przemożną potrzebą zjedzenia czegoś słodkiego. Amerykanie, jako nacja od lat walcząca z otyłością mają zapewne w tej dziedzinie odpowiedni know-how, broszurkę więc przestudiowaliśmy z wielką uwagą. Tym bardziej, że takie słodkie ciągoty są i nam nieobce, a czasem mamy wrażenie, że próbują nas usidlić równie nachalnie, jak akwizytor kredytów gotówkowych.


Zdaniem amerykańskich fachowców, problem cały rodzi się w głowie. To nie nasze ciało bowiem domaga się jedzenia, ale nasz mózg oczekuje nagrody. Nie do końca jest dla nas jasne, za co nasz mózg tak bardzo chce być nagradzany (może taka już jego zbójecka natura?), wygląda jednak na to, że wystarczy mózg oszukać, aby ciągoty za słodkim zniknęły, jak kawałek tortu z naszej lodówki. Problem w tym, że mózg oszukać niełatwo, tym bardziej, że aby wprowadzić go w błąd trzeba zaangażować szare komórki. Sprawia to, że oszukiwany i oszukujący stają się jednym i tym samym, co zaczyna grozić w popadnięcie w jałowe filozoficzne dysputy. Prowadzi to nieuchronnie do frustracji, a tę – wiemy to z doświadczenia – najlepiej rozładować jedząc coś słodkiego. Szczęśliwie, amerykański poradnik tego paradoksu nie roztrząsał, przechodząc od razu do kilku praktycznych patentów.

Po pierwsze, gdy nasz mózg domaga się nagrody w postaci, dajmy na to chrupiącej bezy z malinami na wierzchu, polanymi słodkim syropem, maźniętej lekko bitą śmietaną, trzeba go oszukać jedząc coś niesłodkiego. W ten sposób udowodnimy sobie (i pewnie naszemu mózgowi), że wcale nie jesteśmy głodni, tylko nam się zdawało. Jako jedną z opcji, poradnik proponuje stek wołowy, ale pomyśleliśmy sobie, że może dla naszego mózgu terapia taka byłaby zbyt radykalna i spróbujemy chyba raczej pochrupać marchewkę.

Drugim patentem na oszukanie naszego mózgu jest podobno prysznic. Wystarczy wejść na 10-15 minut pod bardzo gorący prysznic (uwaga: poradnik amerykański ostrzega, że zbyt gorący prysznic grozi poparzeniem), aby zdezorientować nie tylko nasz mózg, ale cały organizm na tyle, że nasze słodkie ciągoty wyparują z nas błyskawicznie. Nie jest dla nas jasne, jak metodę tę zastosować w pracy, szczególnie, gdy nasz pracodawca nie zainstalował jeszcze prysznica. Nie do końca również podoba nam się tak drastyczne zwiększenie zużycia wody, które metoda ta pociąga. Sposób ten ma jednak pewną zaletę dla tych wszystkich, którzy przemożną ochotę na coś słodkiego odczuwają przed zaśnięciem, można ją bowiem połączyć z wieczornym myciem.


Sposobem, który szczególnie nam się spodobał, jest fizyczna aktywność: spacer, jogging, aerobik lub inna ulubiona forma sportu. Zdaniem autorów poradnika, endorfiny, które dzięki temu uwolnią się w naszym mózgu, przekonają go, że nie potrzebuje już nagrody w postaci smażonych bananów polanych czekoladą, posypanych rodzynkami i ozdobionych kremem waniliowym, bo dostał już swoją nagrodę w postaci 10-kilometrowego biegu, dwugodzinnego meczu tenisa, czy 50 basenów zrobionych bez zatrzymania. Drobnym problemem może być tylko to, że niektóre mózgi mogą jednak zauważyć, że między zjedzeniem talerza łakoci a wylewaniem z siebie potu na siłowni istnieje jednak pewna subtelna różnica. Mniej lotne mózgi mogą z kolei dać się namówić na mały triatlon, ale po jego ukończeniu dojdą do wniosku, że należy się im za to jakaś nagroda.

Niezbyt udanym pomysłem wydaje nam się natomiast metoda oparta na piciu wody, kiedy tylko nasz mózg zasygnalizuję potrzebę nagrody. Po pierwsze, trudno nam sobie wyobrazić mózg, który nie potrafi rozróżnić między łykiem mineralnej, a kęsem soczystego, lepiącego się od lukru makowca. Po drugie, metoda „szklanki wody zamiast”, którą znamy w nieco innym kontekście jeszcze z lekcji PdŻwR (Przysposobienie do Życia w Rodzinie), w naszym przypadku chyba jednak nie działa.

Lektura amerykańskiego poradnika na tyle nas wyczerpała, że nasze mózgi zaczęły domagać się natychmiast jakiejś małej nagrody. Postanowiliśmy więc wziąć się z problemem za bary. Obgotowaliśmy dojrzałe słodkie morele i powstałego w ten sposób syropu zrobiliśmy galaretkę z dodatkiem łyżki miodu. Aby uśpić czujność naszych mózgów, deser przystroiliśmy gałką lodów waniliowych, ale pod nimi były już tylko owoce i owocowy syrop (a więc prawie woda). Sposób sprawdził się na tyle dobrze, że nie musieliśmy nawet sterczeć 15 minut pod prysznicem.

Składniki:

½ kg dojrzałych moreli
1 łyżka miodu
Szczypta cynamonu i kardamonu
1 łyżeczka agaru
Lody waniliowe

Przygotowanie:

Morele umyć, przekroić na pół i obgotować w szklance wody. Wyjąć owoce i do syropu dodać agar. Wymieszać dokładnie i doprowadzić do wrzenia. Dodać przyprawy korzenne. Kiedy sok zacznie stygnąć dodać miód i dokładnie wymieszać. Rozłożyć owoce do pucharków i zalać syropem. Włożyć do lodówki i poczekać, aż galaretka stężeje. Podawać z kulką lodów waniliowych.
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
WYWIAD 0 0Wyślij kartkę do 5-letniej Natalki! Mama przekłada święta i prosi internet o pomoc
POLECAMY 0 0"Watchmen" to telewizyjne wydarzenie na miarę "Czarnobyla". Ale serial HBO wkurzył Amerykę
MamaDu 0 0Szkolne konkursy plastyczne to farsa. Psycholożka opisała jeden z nich i się zaczęło...
MOTO 0 0Skoda Kodiaq, Karoq, Kamiq. Nazwy podobne, ale auta różne. Najlepiej wyjaśnia to… Krystyna Czubówna
0 0O pracy w tym miejscu marzą tysiące. Właśnie ruszyła rekrutacja dla Polaków
0 0Możesz się pozbyć boomboxa. Ten niezniszczalny głośnik stanie się sercem każdej imprezy
0 0Przebranie Tosi na szkolny konkurs na ustach wielu Polaków. Zareagowała sama Tokarczuk
FELIETON LIBERSKIEGO 0 0Co po Tusku? Jeśli opozycja nie wyłoni jednego kandydata, przegra po raz kolejny
0 0"Niewykluczone, że będzie to Senat trudny". Tak Duda otworzył posiedzenie izby wyższej
0 0101 lat polskiej muzyki w 7 minut. Film uczniów z Dąbrowy Górniczej trzeba zobaczyć!
dad:HERO 0 0"Trzeba mieć do kogo wracać..." płk Kruczyński z GROM o tym, jak być komandosem i ojcem