
Jakoś ostatnio tak się porobiło, że zalewa nas fala optymizmu, rozsadza nas dobry humor, a afirmacją świata bije od nas, jak światłem w pełnię księżyca. Nie zraża nas wcale, że – jak to ktoś złośliwie ujął – wszyscy optymiści to tacy pogodni kretyni. Nie dajemy się jakoś przekonać, że kraj się wali i wszystko zmierza do wielkiej katastrofy. Nie budzimy się z krzykiem, drżąc ze strachu przed globalnym ociepleniem, pandemią, kolizją z rojem meteorów, inwazją zielonych ludzików, czy – Boże uchowaj – awarią Internetu. Skąd się to u nas bierze? Czy to można leczyć? Nie wiemy, ale wszystkim zainteresowanym proponujemy prosty, zupełnie amatorski test na sprawdzenie, czy czasem nie zapadli na tę samą chorobę.
Zupełnie nienaukowy i całkowicie subiektywny klucz do interpretacji wyników:
6 jajek
0.75 szklanki cukru
2/3 szklanki mąki pszennej
2/3 szklanki mąki ziemniaczanej
3 łyżki przyprawy korzennej, 1 łyżka cynamonu
4 łyżki kakao
700 ml śmietanki 30%/36%
500 g mascarpone
0.5 szklanki cukru pudru
sok z jednej cytryny
sok z połowy pomarańczy
torebka cynamonu
łyżeczka cukru waniliowego
skórka z jednej pomarańczy, starta bardzo drobno.
sok z 3-4 świeżych pomarańczy
słoik powideł węgierkowych
Starta skórka pomarańczowa
Starta czekolada (gorzka, z jednej tabliczki)
Inne wedle uznania
