I znowu, jak co roku zaatakował nas Halloween. Można powiedzieć, że w tym roku był to atak bezprecedensowy, bo z okna sklepu bieliźniarskiego o święcie przypomniał na spory plakat z napisem „Biustonosz albo psikus”. Nie jesteśmy pewni czy tego typu hasło mieści się w granicach halloweenowej ortodoksji. Nie bardzo wiemy również, o jakim psikusie myśleli jego autorzy – sądząc po kontekście, może to być coś całkiem interesującego. Fakt jednak pozostaje faktem: obchody się rozpoczęły.

REKLAMA
logo
Co to może być za psikus?
Dowiadujemy się zatem, jak co roku, że to święto amerykańskie, komercyjne i przesycone zgniłym (a jakże by inaczej) duchem konsumpcji. Przekonują nas, że to moda nowa i z naszą tradycją równie sprzeczna, jak latte o smaku dyni. „Nie będzie jakiś obcy zwyczaj pluł nam w twarz, ni dzieci nam omamił” – krzyczą niektórzy głośno. Inni załamują ręce (aż kości trzeszczą), że poprzebierane dzieci, molestujące sąsiadów o łakocie, nie mają potem czasu ani ochoty na zadumę nad przemijaniem i refleksję nad żywotami świętych, co zapewne jest aktywnością wśród polskiego małolatcwa bardzo rozpowszechnioną. Wysoko postawieni hierarchowie wystosowali nawet apel, aby nie przebierać się za czarownice, truposze i wampiry, bo trąci to czarną magią i może prowadzić do satanizmu czy – co nawet gorsze - wyznawania bałwochwalczego kultu Harrego Pottera i Hello Kitty. Zamiast za wiedźmy, młodzież ma się natomiast przebierać za postaci pozytywne i związane z tradycją – np. za postacie świętych.
Nasze latorośle na całe szczęście nie są już w tym wieku, żeby się przebierać i molestować sąsiadów. Nabraliśmy więc do sprawy nieco dystansu, sami przebierać się nie zamierzamy i – co najwyżej – podlegamy molestowaniu. Nie czujemy się także jakoś szczególnie zagrożeni zalewem obcych zwyczajów. Tradycja strojenia wigilijnej choinki przywędrowała do nas z Niemiec, zapożyczenia czasem się więc sprawdzają. Do pomysłu przebierania się przez dzieci za postaci świętych podeszlibyśmy jednak z pewną ostrożnością. Dziewczęta przebierające się np. za św. Łucję (wyłupane oczy, poparzona gorącym olejem, przebita mieczem) mogłyby bowiem na ulicy budzić nieco większe kontrowersje niż te, udające poczciwe wiedźmy.
Aby jednak zupełnie święta nie zignorować postanowiliśmy przygotować halloweenowy sernik. Ciasto zaprojektowaliśmy tak, aby połączyć najrozmaitsze tradycje. Sernik – jak powszechnie wiadomo – jest tradycyjnie polskim deserem (choć wiedeńczycy zachowują tu zdanie odrębne). Do sernika dodaliśmy trochę dyniowego puree, aby zadowolić zwolenników przyswajania amerykańskich zwyczajów. Wierzch sernika ustroiliśmy natomiast sylwetką wiedźmy na miotle, aby nie pozbawiać go zupełnie elementów bałwochwalczych. W sumie Halloween zapowiada się więc u nas ekumenicznie.
logo
2 lata temu nasz halloweenowy deser był nieco bardziej dosadny http://zniejednegogarnka.pl/index.php?mnu=4&app=catalog_viewer&did=109&vid=1
Składniki:
(na tortownicę o średnicy ok. 30 cm)
Sernik:
Ok. 1 i ½ kg zmielonego twarogu do sernika
½ kg puree z upieczonej dyni
8 jajek
200 g masła
2 łyżki mąki ryżowej
Kilka kropel aromatu waniliowego
1 łyżeczka startego cynamonu
Cukier puder do smaku
Kakao to dekoracji
Przygotowanie:
Ubijamy jajka w mikserze dodając powoli cukier (na początek nie więcej niż ¾ szklanki). Rozpuszczamy masło i kiedy trochę przestygnie dodajemy do jajek z cukrem. Ciągle mieszając, stopniowo dodajemy twaróg na przemian z dyniowym puree. Próbujemy czy słodkość masy serowej nam odpowiada i ewentualnie dosładzamy cukrem pudrem. Mieszamy dokładnie i kiedy otrzymamy jednolitą, puszystą masę, dodajemy mąkę nie przerywając mieszania. Wykładamy sernik do tortownicy, której dno wyłożone jest papierem do pieczenia, a brzegi posmarowane masłem i oprószone mąką, i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do temperatury 170 stopni. Po 5 minutach redukujemy temperaturę do 150 stopni i pieczemy sernik bez termo obiegu jeszcze przez 1 godzinę i 20 minut. Następnie wyłączamy piekarnik, uchylamy drzwiczki i pozostawiamy tak sernik na kilka godzin do wystygnięcia. Kiedy sernik wystygnie ozdabiamy go sypiąc kakao przez uprzednio wycięty szablon z cienkiej tekturki lub grubego papieru.