
W Tłusty Czwartek nie sposób nie zjeść czego słodkiego. Wahaliśmy się długo między faworkami a pączkami. Z jednej strony, kusiła nas chrupiąca słodycz lekko przypalonego ciasta, dodatkowo jeszcze wzmocniona cukrem pudrem, który tak miło potem oblizywać z palców. Z drugiej, nęciły pączki ze swoją soczystością, popękanym lukrem (też sporo oblizywania) i pieszczącą zęby konfiturą z płatków róży, jako nadzieniem. Frakcja faworków podnosiła argument, że przecież więcej można ich zjeść, bo mniej zapychają, a poza tym są doskonałe również następnego dnia, czego o pączkach nie można powiedzieć. Stronnictwo pączków argumentowało, że przecież w znanym przysłowiu Bartkowa, uzyskawszy informację od męża o tłustoczwartkowej okazji, nasmażyła pączków, więc tradycja zobowiązuje.
½ kg mąki
1/3 kostki masła
3 żółtka
Cukier waniliowy
Mleko
Cukier trzcinowy
400 ml powideł węgierkowych (polecamy nasze spiżarniane powidła)
