
Nasza przyjaciółka wróciła właśnie z dwumiesięcznego pobytu w Majsurze w Indiach (niektórzy to mają dobrze…), gdzie pod okiem mistrzów praktykowała zaawansowane pozycje jogi oraz dzielnie uczęszczała na kursy sanskrytu. Między szlifowaniem pozycji skorpiona, a wgłębianiem się w rolę przedrostka „a” w kluczowych sutrach Patanjaliego, znalazła szczęśliwie czas na odrobinę relaksu, zwiedzanie pałacu Maharadży oraz wizytę na lokalnym targu, na którym kupiła nam całe mnóstwo oryginalnych, indyjskich przypraw. Musiała to być jakaś joginistyczna intuicja, coś na kształt wizji trzeciego oka, bo był to prezent, o którym od dawna marzyliśmy, zafascynowani bogactwem tamtejszych smaków i aromatów.
Liście kari / curry
