
W zamierzchłych latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku (tak, tak, żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają te zamierzchłe czasy), dostaliśmy w prezencie pudełeczko belgijskich czekoladek. Co to był za rarytas, nie będziemy się rozwodzić, ale ten smak, zapach i wyrafinowane kształty zostały nam w pamięci do dzisiaj. Pewnie nie tylko dlatego, że belgijskie praliny słyną w świecie swą urodą i smakiem, ale także dlatego, że w naszej pamięci kołatał jeszcze lepki posmak wyrobów czekolado-podobnych, dzielnie dostarczanych (od czasu do czasu) na rynek przez gospodarkę słusznie minionego systemu. Jedząc te cudeńka czekoladowych mistrzów z Belgii, pomyśleliśmy sobie: „Kiedy u nas coś takiego będą robić…?”
