Wbrew pozorom nie zamierzamy ujawnić obyczajowych sekretów św. Heronima, ani tym bardziej nie mamy w planach obrażania czyichkolwiek uczuć religijnych, ze szczególnym uwzględnieniem osób, którym święty ten jest szczególnie bliski. Św. Heronim był mężem uczonym, który większość życia spędził na tłumaczeniu świętych tekstów, więc pewnie obyczajowe ekscesy nie były mu w głowie. Nie chodzi nam bowiem o babeczki, które mężów bogobojnych wodzą na pokuszenie, ale o babeczki słodkie, z mocno waniliowym kremem jajecznym, na cieście francuskim, zwane pastel de nata.

REKLAMA
Ciasteczka te cieszą się zasłużoną popularnością w Lizbonie, gdzie można je kupić praktycznie w każdej z licznych kawiarni i – wzorem Portugalczyków – zjeść na stojąco do filiżanki mocnej kawy. Z naszych w pocie czoła prowadzonych badań terenowych wynika, że optymalną dawką są takie dwie takie babeczki, czy jak kto woli tartaletki. Jedna babeczka pozostawia po sobie pewne uczucie niedosytu, a biorąc pod uwagę ukształtowanie terenu w Lizbonie i wynikającą z niego konieczność ciągłego wspinania się pod górę lub schodzenia w dół, nie jest o uczucie w tym mieście wskazane. Natomiast zjedzenie więcej niż dwóch pastel de nata wiąże się z wszechogarniającym uczuciem ociężałości i senności, co w takim mieście jak Lizbona jest po prostu niedopuszczalne. A zatem nie jedna i nie trzy, a tym bardziej nie cztery - tylko dwie babeczki spożyć w Lizbonie warto.
Spośród wielu miejsc, gdzie babeczki te są szczególnie warte grzechu, zdecydowanie wybija się jedno, o czym może świadczyć niekończąca się kolejka amatorów babeczkowej rozpusty. Jest to cukiernia w Belem tuż obok imponującego Monastyru Hieronimitów, którzy właśnie św. Heronima wybrali sobie za patrona i od XVI wieku dzielnie sławili imię Pana, oddając się modłom oraz rozmyślaniom nad marnością tego świata. Wieść gminna niesie, że kiedy w wyniku liberalnych przemian XIX wieku zamknięto wszystkie klasztory i wypędzono mnichów, niektórzy z nich znaleźli schronienie w pobliskiej rafinerii cukru trzcinowego i przyfabrycznym sklepiku. Św. Heronim musiał czuwać nad swoimi wyznawcami, bo wkrótce babeczki pieczone według sekretnego przepisu świątobliwych braciszków stały się znane na całą okolicę, stając się – obok imponującego klasztoru – magnesem, który do dzisiaj przyciąga do Belem rzesze turystów.
logo
Klasztor św. Heronima imponuje swym ogromem i formą

logo
Tu trzeba przygotować się na stanie w kolejce

Taka babeczkowa uczta jest bowiem doskonałym zwieńczeniem zwiedzania klasztornych murów. Cukiernia w Belem dysponuje kilkoma klimatycznymi salami, wyłożonymi typowo portugalskimi kafelkami, w których można spokojnie zasiąść, odpocząć i podyskutować o dziedzictwie, jakie zostawił po sobie św. Heronim. Po takiej dyskusji można skosztować świeżych, pachnących wanilią pastel de nata do filiżanki aromatycznej, mocnej kawy. Tylko koniecznie trzeba pamiętać, aby przed zjedzeniem posypać je odrobiną cynamonu, bo tak każe tradycja, a w takim miejscu tradycję łamać to grzech prawdziwy.
logo
A jeśli ktoś ma ochotę, nie tylko babeczki tam znajdzie