O autorze
Dobre jedzenie jest jedną z naszych pasji.

Uwielbiamy odkrywać nowe krainy smaków i zapachów, ale też cenimy sobie powroty do znanych i sprawdzonych miejsc na naszej kulinarnej mapie. Lubimy dać się zaskakiwać: niecodziennym zestawieniem smaków, ciekawymi pomysłami na podanie dania. Ale sami także eksperymentujemy, wymyślamy nowe kombinacje, mieszamy najróżniejsze składniki. Naszą ciągłą inspiracją są podróże – nie tylko te dalekie, kiedy nasze kubki smakowe spotykają się z kulinarnym dziedzictwem innych narodów. Podróże bliskie, do innego regionu, miasta, wioski, dostarczają nam okazji do odkrycia nieznanych smakołyków w lokalnych restauracjach czy wytwarzanych przez niewielkie rodzinne firmy. Kochamy targowiska i jarmarki, ich niesterylny nieład i sezonową obfitość: na nich właśnie najlepiej lubimy wymyślać, co zjemy na kolację.

Kilka lat temu stworzyliśmy markę „Spiżarnia”, dzięki której smakosze mogą popróbować tradycyjnych, oryginalnych polskich przysmaków: konfitur, soków, syropów, miodów prosto z pasieki, przetworów i rozmaitych słodkości.

Mieliśmy pewien kłopot z nazwaniem naszego stylu gotowania. Po długiej burzy mózgów zdecydowaliśmy się na nazwę www.zniejednegogarnka.pl„Z niejednego garnka”[/url], bo faktycznie z różnych garnków pochodzą nasze kulinarne inspiracje.

Tapas - czyli tęsknota za słońcem

W tradycyjnej kuchni każdego prawie kraju można czasem znaleźć muśnięcie kulinarnego geniuszu. Są to najczęściej dania proste, nie wymagające długotrwałych przygotowań, sporządzane z lokalnych, sezonowych składników, dzięki czemu kuszą swym niepowtarzanym i świeżym smakiem. W Hiszpanii takim daniem, czy raczej kulinarnym konceptem, są tapas.


Dobrze pamiętamy naszą pierwszą wyprawę na Półwysep Iberyjski, kiedy stanęliśmy trochę zdziwieni w jednym z licznych tabas barów, przed którym kłębił się tłum głośno rozmawiających i jeszcze głośniej gestykulujących lokalsów, wokół których piętrzyły się talerzyki pełne najrozmaitszych małych, smakowicie kolorowych kąsków. Od tej chwili pokochaliśmy tapas miłością wielką i gorącą jak słońce Sewilli, bo pomysł zamówienia kilku lub (przy większej grupie osób) kilkunastu talerzyków z małymi, często pikantnymi przegryzkami wydał nam się w swej prostocie genialny. W końcu uwolnił nas on od udręki wyboru jednego konkretnego dania, na które człowiek jest już skazany dręczącą nieodwołalnością swej decyzji i znad którego nostalgicznie poziera na talerze współbiesiadników, nękany pytaniem, jak to mogą smakować specjały zamówione przez nich. W przypadku tapas problem ten rozwiązuje się sam: serwowane talerzyki czy miseczki zawierają zaledwie kilka kęsów zimnych lub gorących hiszpańskich smakołyków, można sięgną w każdej chwili po każdy z nich i to w dowolnej kolejności, zaś do niektórych podawane są jeszcze sosy w różnych smakach, w których zupełnie bezwstydnie można maczać nadziane na widelec kąski. Do tego jeszcze burząca w żyłach krew gitarowa hiszpańska muzyka lub z nerwem wystukiwane obcasami takty flamenco i można wyobrazić sobie, że człowiek znalazł się kulinarnym raju.


Samodzielne przygotowanie tapas w domu nie jest jednak takie proste. Niektóre składniki można kupić w sporym wyborze w Polsce (np. całkiem niezłe hiszpańskie kozie sery), inne – niestety – nie smakują tak samo, jak pod rozgrzanym niebem Madrytu czy Bilbao. Swego czasu udało nam się zrobić całkiem niezłe papryczki po baskijsku, które łączą w sobie ostrość i słodycz tego regionu, ale w przypadku innych półproduktów sprawa jest bardziej skomplikowana. A już zupełnie beznadziejna jest w przypadku małych, niezwykle esencjonalnych ziemniaczków kararyjskich, którymi z lubością objadamy się, kiedy tylko los (lub tanie linie) rzuci nas w tamte rejony. Czy jest to zasługą kararyjskiej, wulkanicznej gleby, czy może piekącego praktycznie cały rok tamtejszego słońca – trudno powiedzieć. Fakt jednak pozostaje faktem, że nigdzie indziej nie udało nam się kosztować tak niesamowicie ziemniaczanych ziemniaków, które stanowią samą esencję ziemniakowatości. Raz nawet udało nam się kupić na bazarze takie importowane „hiszpańskie”, małe ziemniaki, ale ich smak jednak do tych kanaryjskich się nie umywał. Może w transporcie straciły swą esencjonalność, może inaczej smakują pod polskim niebem, a może po prostu brakowało nam palmowych liści, które odbijają się z takim w wdziękiem w kieliszkach z białym lokalnym winem, którym tak dobrze popijać tapas?

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Małgorzata Tusk zadała szyku we Francji. Tak wyglądała obok małżonek Trumpa i Macrona
0 0Ciężarna Joanna Krupa całkowicie naga na okładce "Wprost". Stanęła w obronie LGBT
Unum 0 0Nie wszystkie ubezpieczenia chronią przez całe życie. Jak wybrać polisę, która nie wygasa
0 0Smutni 30- i 40-letni. Wyniki światowych badań dają do myślenia
WYWIAD 0 0Aktor, któremu na bank się udało. Lech Dyblik o tym, jak odbić się od dna i... ganiać Malkovicha
NEWSWEEK 0 0Polskę czeka kryzys senioralny? Władze ignorują poważną zmianę demograficzną
0 0Kuchciński odnalazł się po aferze samolotowej. Dostał "zadanie specjalne"
POLECAMY 0 0"Cały dom robi we wiadra". Sławojki i wychodki w środku polskiego miasta