
W naszym ziołowym ogródku ostał się już jedynie rozmaryn. Inne zioła nie wytrzymują chłodu nocy, marnieją, kurczą się i nie pachną już tak, jak powinny. Rozmaryn może też nie krzewi się tak okazale, jak miesiąc temu, ale ciągle ma ten oleisty aromat, który przypomina nam spacery nadmorskimi ścieżkami na wyspie Hvar. Zrywaliśmy wtedy gorące od słońca i wilgotne od słonej wody gałązki dzikiego rozmarynu, używając go potem do przygotowywania kolacji, składającej się z esencjonalnych czarnych oliwek, słonego sera z wyspy Pag, słodkich swoją dojrzałością pomidorów, lokalnej oliwy i marynowanych w oleju sardynek. Wszystkie te specjały kupowaliśmy na targu tuż obok głównego rynku, schodząc z plaży, żeby czekały na nas kiedy już spłuczemy z siebie w sól i otworzymy schłodzoną butelką chorwackiego białego wina.
300 g bryndzy
5 jajek
200 ml śmietany
2 łyżki posiekanego drobno rozmarynu
Sól, pieprz do smaku
