W naszym ziołowym ogródku ostał się już jedynie rozmaryn. Inne zioła nie wytrzymują chłodu nocy, marnieją, kurczą się i nie pachną już tak, jak powinny. Rozmaryn może też nie krzewi się tak okazale, jak miesiąc temu, ale ciągle ma ten oleisty aromat, który przypomina nam spacery nadmorskimi ścieżkami na wyspie Hvar. Zrywaliśmy wtedy gorące od słońca i wilgotne od słonej wody gałązki dzikiego rozmarynu, używając go potem do przygotowywania kolacji, składającej się z esencjonalnych czarnych oliwek, słonego sera z wyspy Pag, słodkich swoją dojrzałością pomidorów, lokalnej oliwy i marynowanych w oleju sardynek. Wszystkie te specjały kupowaliśmy na targu tuż obok głównego rynku, schodząc z plaży, żeby czekały na nas kiedy już spłuczemy z siebie w sól i otworzymy schłodzoną butelką chorwackiego białego wina.

REKLAMA
Wspominając chorwackie wakacje, suszymy więc rozmaryn póki jeszcze się do tego nadaje albo dodajemy go do najrozmaitszych potraw. Rozmarynowa nuta dobrze na przykład robi mieszance słodkawo-mącznej dyni ze swojską, słoną bryndzą. Może nie jest to wakacyjna kolacja w Chorwacji, ale jak na jesienną kolację w Polsce niczego sobie.
1 średnia dynia – najlepiej Uschiki Kuri z wyspy Hokkaido (można ją jeść ze skórką)
300 g bryndzy
5 jajek
200 ml śmietany
2 łyżki posiekanego drobno rozmarynu
Sól, pieprz do smaku
Dynie myjemy, kroimy w paski i usuwamy gniazda nasienne. Pieczemy w piekarniku rozgrzanym do ok. 160 stopni aż zacznie mięknąć. Wyjmujemy z piekarnika, trochę przestudzamy i kroimy w kostkę. Następnie dynie wykładamy do brytfanki posmarowane tłuszczem, posypujemy rozmarynem, doprawiamy solą oraz pieprzem, a następnie zalewamy bryndzą zmiksowaną z jajkami i śmietaną. Wkładamy na powrót do piekarnika i pieczemy ok. 30 minut, aż wierzch nieco się przyrumieni.