
W krótkiej, acz burzliwej przygodzie z naszą armią dane nam było poznać przemiłego sierżanta W., którego głównym zajęciem było rysowanie map. W przerwach między wyznaczaniem kolejnego kierunku uderzenia niebieskich (nasi) na czerwonych (obcy), sierżant W. siadał na krześle, zapalał Extra Mocnego bez filtra (były kiedyś takie papierosy) i rozwodził się nad urokami wojskowego życia. Jednym z głównych, była możliwości kupowania mięsa w sklepie na terenie jednostki (młodzież zapewniamy, że były takie czasy, kiedy mięso sprzedawano na kartki, a łatwy dostęp do niego mieli nieliczni wybrańcy). Wypuszczając obłoczki niebieskawego dymu, sierżant W. z rozmarzonym wzrokiem opowiadał o skwierczącej na patelni karkówce, nóżkach w galarecie czy pałaszowanych przez niego na śniadanie krokodylkach (przecina się kiełbasę wzdłuż, a następnie nacina skórkę z drobną kratkę i smaży na smalcu, dzięki czemu kiełbasa przypomina skórę gada). Kiedy robiliśmy dzisiaj obiad, pomyśleliśmy sobie, że sierżant W. nie byłby specjalnie zadowolony z naszego menu.
1 średni brokuł
1 szklanka ugotowanej kaszy jaglanej
2 jajka
1 średnia cebula
Mąka ryżowa
Olej roślinny
Sól, pieprz czarny do smaku
Kilka bulw młodego kopru włoskiego
1 słodka papryka
2 ząbki czosnku
Oliwa do smażenia
Garść suszonych wiśni
Sól, cukier trzcinowy, pieprz czarny do smaku
