Nasze pierwsze, bliskie spotkanie z musaką miało miejsce na Krecie w malowniczej miejscowości Matala. Pierwsze, bliskie spotkanie – bo wcześniej jedliśmy musakę, ale nie wywarła na nas jakiegoś niesamowitego wrażenia. Ot, taka grecka zapiekanka: smaczna, ciepła i sycąca. W Matali jednak daliśmy się musace całkowicie zauroczyć. Można powiedzieć nawet, że zupełnie straciliśmy dla niej głowę.

REKLAMA
Atmosfera samego miejsca pewnie też odegrała tu jakąś rolę. Zmęczeni lotem do Heraklionu i długą jazdą przez rozgrzaną sierpniowym słońcem Kretę, dotarliśmy do Matali tuż przez zmierzchem, kiedy upał zaczynał robić się tylko nieco bardziej znośny. Nurkujące do morza słońce, nie oświetlało już wyraźnie trochę tandetnych stoisk z pamiątkami i restauracyjnych ogródków, w których siedzieli mocno podstarzali niemieccy hipisi pospołu z zadowolonymi z całodniowego nicnierobienia dosyć dalekimi potomkami króla Minosa. Może to było złudzenie, ale zapach przygotowywanych potraw, słonej bryzy i spalonej słońcem ziemi wyraźnie wzbogacony był o jakiś mocno ziołowy aromat, który – przez wzgląd na nasze zamiłowanie do praworządności – niech pozostanie nienazwanym. W takiej oto atmosferze, mocno głodni i zmęczeni drogą zasiedliśmy w tawernie „U dwóch braci” nad szklaneczką nie do końca zimnej retsiny i podaną na glinianych talerzach musaką.
Według kelnera, a komu wierzyć, jeśli nie greckim kelnerom, musaka ta była specjalnością zakładu i była przygotowywany według tego samego przepisu od lat 70-tych, kiedy to groty wykute swego czasu w okolicznych nadmorskich skałach przez eremitów zasiedlili przybyli licznie do Matali hipisi. Niektórzy z nich pozostali zresztą w Matali do dzisiaj i wraz z upływem włosów przenieśli się z jaskiń do pensjonatów, które wynajmują turystom. Jeszcze inni, korzystając ze szczodrości niemieckiego urzędu pracy, postanowili nie brukać się żadną działalnością gospodarczą i po prostu zasiedli w matalskich tawernach, rozsiewając wokół siebie ów charakterystyczny ziołowy aromat. Nie ma w tym zatem nic dziwnego, że kosztowana w takim otoczeniu musaka wywarła na nas niezapomniane wrażenie.
Aby nasz nagłą tęsknotę za kreteńskich słońcem i matalską musaką chociaż w nieznacznym stopniu ukoić, postanowiliśmy w ten szary listopadowy dzień przygotować sobie to pyszne danie. Tyle tylko, że mielone mięso występujące w klasycznej wersji musaki zastąpiliśmy czerwoną soczewicą z mielonymi suszonymi pomidorami. Co prawda podczas kolacji wyraźnie brakowało matalskiego ciepła i ziołowego zapachu, ale przynajmniej grecka retsina była porządnie schłodzona.
Składniki:
(ilości na średniej wielkości brytfankę)
8 średnich ziemniaków
3 ząbki czosnku
1 i ½ szklanki czarnej soczewicy
8-10 suszonych, marynowanych w oliwie pomidorów
2 średnie cukinie
2 średnie bakłażany
2 szklanki bulionu warzywnego
1 jajko
Oliwa
2 łyżeczki oregano
Świeżo starta gałka muszkatowa
3 łyżki masła
3 łyżki maki kukurydzianej
Mleko
Sól, pieprz do smaku
Przygotowanie:
Ziemniaki obieramy, kroimy w plastry i podsmażamy na rozgrzanej oliwie. Kiedy ziemniaki będą już miękkie wykładamy dość ściśle na dno brytfanki i delikatnie doprawiamy solą i pieprzem. Pomidory mielimy w blenderze wraz z oregano, czosnkiem i 3-4 łyżkami oliwy. Zmielona masą wylewamy na rozgrzaną patelnię, podsmażamy i dodajemy soczewicę, mieszamy i przez chwilę smażymy, doprawiamy gałką muszkatową i zalewamy gorącym bulionem. Mieszamy, redukujemy ogień i gotujemy aż soczewica będzie całkiem miękka. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Następnie soczewicę wykładamy na ziemniaki rozprowadzając ją równomiernie. Cukinie kroimy w cienkie plasterki (można użyć szatkownicy, która jest w prawie każdej tarce do warzyw) i wrzucamy na rozgrzana oliwę, dodajemy resztę wyciśniętego czosnku, doprawiamy solą, pieprzem i dusimy mieszając od czasu do czasu przez ok. 10 minut. Podduszoną cukinię wykładamy na wierzch musaki i rozprowadzamy równomiernie. Bakłażany kroimy w cienkie plastry, solimy i odstawiamy na 30 minut, po czym usuwamy sól i grillujemy plastry bakłażana przez ok. 15 minut. Następnie kładziemy je na wierzch musaki.
Na rozgrzaną patelnie wrzucamy masło i kiedy się roztopi dodajemy mąkę. Mieszamy przez chwilę i dolewamy odrobinę mleka cały czas mieszając sos. Czynność tę powtarzamy aż otrzymamy sos konsystencji gęstniejącego budyniu. Zdejmujemy sos z ognia, doprawiamy solą, pieprzem, odrobiną startej gałki muszkatowej. Jeśli sos gęstnieje zbyt szybko, można dolać jeszcze odrobinę mleka. Na koniec dodajemy roztrzepane jajko i dokładnie mieszamy. Tak przygotowanym sosem polewamy musakę i wkładamy do rozgrzanego do 160 stopni piekarnika. Pieczemy przez ok. 40 minut, aż wierzch nabierze pięknego złotego koloru.