W jednej z dzisiejszych audycji radiowych, znany himalaista Piotr Pustelnik powiedział, że woli minus 40 stopni w suchym klimacie Himalajów niż minus 15 stopni w wilgotnym klimacie naszego kraju. Nie mieliśmy „szczęścia” doświadczać 40-stopniowego mrozu na ośmiotysięcznikach, ale zdecydowanie coś w tym jest. Wolimy mróz i świeże górskie powietrze niż dzisiejsze szarobure mżawki i zimny wiatr. Tym bardziej, że w wyniku tych nieprzyjemnych zjawisk atmosferycznych, 50% ekipy naszego bloga zmaga się z jakimś wirusem, a drugie 50% też czuje się jakoś niewyraźnie. Na rozgrzewkę jemy więc marchewkową zupę z dodatkiem szafranu oraz imbiru i czosnku.

REKLAMA
Pewnie naszą zupkę trudno byłoby przyrządzić wspinając się po zboczach Karakorum, ale wszyscy zmarznięci, którzy na co dzień nie zapuszczają się tak wysoko, mogą zrobić ją naprawdę szybko. Zresztą może gdyby taką zupę przygotować zawczasu i odpowiednio zapeklować, mogliby nią pożywić się także himalaiści. Pewnie tylko na wysokości 8000 metrów byłby kłopot z uprażeniem płatków migdałów, które naszej marchewkowej dodały nie tylko ciekawego wyglądu, ale chrupiącego migdałowego posmaku.
Składniki:
1 kg marchwi
4 łodygi selera naciowego
2 ząbki czosnku
Szczypta szafranu
1 łyżka startego imbiru
Szczypta pokruszonych listków chilli
Garść uprażonych płatków migdałów
1 łyżka oleju
Bulion warzywny
Sól, pieprz do smaku
Przygotowanie
Marchew i seler naciowy kroimy w kostkę i przez kilka minut podsmażamy na gorącym oleju wraz z wyciśniętym czosnkiem. Przekładamy do garnka i zalewamy bulionem. Ilość bulionu zależy od konsystencji zupy, którą lubimy. Na początek najlepiej nalać tyle bulionu, żeby ledwo przykryć warzywa – potem można zawsze bulionu dolać. Warzywa gotujemy, aż będą miękkie, a następnie miksujemy. Dodajemy szafran, imbir, pokruszone liście chilli i gotujemy jeszcze ok. 10 minut. Na koniec doprawiamy solą i pieprzem do smaku. Po rozlaniu na talerz zupę posypujemy uprażonymi płatkami migdałów.