Upowszechnia się zwyczaj organizowania jarmarków przed świętami. Zwyczaj bliski chyba sercom i żołądkom Polaków, bo jarmarczne kramy, budki i stoiska odwiedzają liczni, spragnieni wrażeń kupujący. Jak co roku, piękny jarmark organizują we Wrocławiu, w Poznaniu mają swoje Betlejem, wyjątkowo okazale wygląda także jarmark w Krakowie. Ten krakowski jest zresztą wyjątkowy, bo odbywa się w atmosferze Starego Rynku, a więc takiego miejsca na ziemi, gdzie czas płynie leniwie, jak nuta hejnału, a gdy wyobraźnię wspomóc kieliszkiem wina, można jeszcze usłyszeć echo stukotu dorożki, którą po premierze Zielonego Balonika jechał Boy Żeleński.

REKLAMA
Co skłania nas do tłumnego nawiedzania jarmarków? Być może mamy już dosyć sterylnych galerii handlowych z głośną, tandetną para-świąteczną muzyką i czyhającymi za węgłem mikołajami, którzy oferują promocyjne wyprzedaże rzeczy tyle kuszących, co niepotrzebnych? Może ciągle kołacze się w nas dusza zagubionych wielkim mieście włościan, u których na widok bazaru, targu czy odpustu budzi się atawistyczna potrzeba kupowania trochę kiczowatych aniołków z gliny i popijania grubej pajdy chleba ze smalcem kubkiem nalewanego chochlą, słodkiego grzańca? Tak czy owak, my jarmarki i bazary uwielbiamy, nawet jeśli trochę tandetne i nie do końca sterylne, bo zapach pieczonego na grillu oscypka, korzenny aromat grzańca i woń trochę przypalonych pierogów bliższa naszemu sercu niźli sztuczny zapach lawendy, cynamonu i goździków rozpylany przez automatyczne dyspensery w dystyngowanych perfumeriach.
Krakowski jarmark w tym roku ma wszystkie cechy sercom miłośników jarmarków bliskie. Można tam znaleźć wymyślne łakocie robione przez małą lokalną firmę, grillowane oscypki spod samiuśkich Tater z żurawiną, grubo krojony chleb ze smalcem, pierogi z kapustą ociekające tłustą omastą. No i oczywiście, galicyjski, mocno korzenny grzaniec. O czym z kronikarską precyzją doniósł nam nasz specjalny wysłannik pod Wawel w formie ustnej, a także fotograficznej.
logo
logo
logo
logo
logo