Pełni wrażeń, zmęczeni fizycznie, ale wypoczęci pod każdym inny względem, wróciliśmy właśnie z narciarskiego wypadu do Południowego Tyrolu. Jest to nasz zdecydowanie ulubiony region narciarski, gdzie szusując po perfekcyjnie przygotowanych stokach, można jednocześnie oddawać się przyjemnościom zgoła niesportowym, ale sercu naszym równie bliskim – czyli jedzeniu. Bo niezależnie czy jeździmy na szerokich i słonecznych stokach Kronplatzu, gdzie wyzywająco spogląda na nas czarny Sylwester, czy jedziemy blisko 11 kilometrową trasą La Longija w Ortisei, nęcą nas znakomite makarony, polenta, antipasti i najrozmaitsze desery ze zjawiskowym ze strudlem jabłkowym na czele, serwowane w małych rifugi na stokach czy w klimatycznych restauracyjkach w dolinach.

REKLAMA
Jakby tego jeszcze było mało, praktycznie w każdej miejscowości można znaleźć jakiś sklepik specjalizujący się w lokalnych przysmakach z Dolomitów. Zaraz po wejściu do takiego miejsca człowiekowi lekko zaczynają drżeć łydki, wzrok krąży obłąkany między półkami, a oszalałe kubki smakowe przesyłają do mózgu kategoryczne polecania, które przekładają się prawie natychmiast na stan zadłużenia na karcie kredytowej. Nasz ulubiony sklepik to La Traduziun, położony przy Strada Colz w pięknej miejscowości La Villa, gdzie alpejczycy regularnie ścigają się w zawodach Pucharu Świata na prawie pionowej ściance Gran Risa. W tym roku również zawitaliśmy do La Traduziun, głównie żeby popróbować nieznanych nam jeszcze smaków południowo-tyrolskich serów i uzupełnić nasz zapasik mocno mineralnego, lokalnego wina.

Tym razem postanowiliśmy posmakować więcej serów z firmy DeGust, która robi swoje znakomite produkty w okolicach Bolzano, a także jest dystrybutorem robionych tradycyjnie, serowarskich przysmaków z Włoch, Austrii i Niemiec. W zeszły roku szczególnie zapadł nam w pamięć Kloaznkas Mignon, ser typu camembert, który na wierzchu pokryty jest drobinami Doerrbirnen - czyli suszonej gruszki marynowanej w winnym syropie. Okazało się, że Hansi Baumgartner, serowarski mistrz od GeGusta, ma dla nas jeszcze całkiem sporo miłych niespodzianek. Szczególnie posmakował nam Devin – delikatny, wręcz kremowy, ser dojrzewający w winie oraz Romarino , ser z aromatycznymi ziołami z przewagą rozmarynu i czerwonym pieprzem. Swoją rozpływającą się w ustach konsystencją i aromatem z mocno estragonową nutą powalił nas również ser kozi typu camembert. Ten ostatni był co prawda niemieckiej proweniencji, ale z lokalnym włoskim Lagrein smakował prawie, jakby pochodził z samego serca Południowego Tyrolu.

Na szczęście, pomni wcześniejszych doświadczeń, zostawiliśmy w tym roku więcej miejsca w bagażniku samochodu, a więc smakami z Południowego Tyrolu będziemy mogli cieszyć się nie tylko świętując Nowy Rok.