Mało jest takich rzeczy, które pasują do siebie tak dobrze, jak wiśnie i czekolada. One, cierpkawo-słodkie – ona, słodka i gorzkawa; one, soczyste, lśniące głębokim winnym kolorem – ona, lepka, treściwa, kusząca głęboką tonacją brązu. Kombinację tę ćwiczyć możemy pod każdą postacią. Świeże, drylowane wiśnie nabijamy na wykałaczkę, obsypujemy cukrem pudrem, zanurzamy w rozpuszczonej z odrobiną cynamonu gorzkiej czekoladzie i ostawiamy na talerz wyłożony papierem do pieczenia do zastygnięcia – i pyszny deser gotowy. Dziś jednak z okazji leniwej, prawie wiosennej soboty, postanowiliśmy nad tą kompozycją trochę bardziej popracować

REKLAMA
Inspiracją były dla nas desery kuchni witariańskiej, która promuje potrawy przyrządzane w temperaturze poniżej 40 stopni Celsjusza. Bracia witarianie twierdzą bowiem, że składniki potraw poddane gotowaniu, pieczeniu, smażeniu tracą sporą cześć swoich właściwości: w wysokiej temperaturze rozkładają się bowiem enzymy, witaminy i mikroelementy. Dlatego w witariańskich przepisach zaleca się wykorzystywanie wyłącznie lub w większości produktów surowych, świeżych, nieprzetworzonych, niegotowanych, niemrożonych, a w dodatku najlepiej z hodowli ekologicznych i pochodzenia wyłącznie roślinnego. Dania witariańskie są pyszne, szybkie w przygotowaniu i serwujemy je sobie chętnie, szczególnie latem, kiedy dostępne jest całe bogactwo świeżych warzyw i owoców. Nic dziwnego, że kuchnia ta cieszy się tak wielką popularnością m.in. w słonecznej Kalifornii.
W warunkach polskiej zimo-wiosny, nasze szanse na kupno świeżych wiśni były jednak równie wysokie, jak zobaczenie biskupa, jadącego na rowerze (nawet w lecie). Niby teoretyczna szansa jest, ale nadziei sobie lepiej nie robić. Również wykorzystana w przepisie gorzka czekolada, nie byłaby do zaakceptowania przez ortodoksyjnych zwolenników jedzenia na surowo. Życie jednak składa się z ciągłych kompromisów, a my pocieszamy się myślą, że pyszny placek wiśniowo-czekoladowy, który otrzymaliśmy jest nie tylko częściowo witariański, ale nie zawiera również mąki, a więc jest doskonałą propozycją dla osób, które nie mogą lub nie chcą jeść glutenu.
Składniki:
(na formę o średnicy 25 cm)
Spód placka:
1 i ½ szklanki migdałów
¾ szklanki wiórków kokosowych
15 suszonych, drylowanych daktyli (uprzednio nasączonych w wodzie przez ok. 20 minut)
3-4 łyżki 100% kakao
Łyżka soku z cytryny
Łyżka syropu z agawy (jeśli chcemy otrzymać słodszy deser)
Odrobina oleju kokosowego (do posmarowania formy)
Nadzienie:
250g orzechów nerkowca
300g świeżych, drylowanych wiśni (od biedy mogą być mrożone)
Syrop z agawy lub cukier puder – do smaku
Polewa:
2 tabliczki gorzkiej czekolady min. 70%
½ łyżeczki cynamonu (najlepiej świeżo tarty cynamon cejloński)
Płatki migdałowe – do przybrania
Przygotowanie:
W blenderze mielimy migdały na drobny proszek. Mieszamy z wiórkami kokosowymi i kakao. Dodajemy odsączone daktyle i ponownie mielimy. Do powstałej w ten sposób masy dodajemy sok z cytryny i ewentualnie syrop z agawy (warto jednak najpierw spróbować, bo daktyle są bardzo słodkie). Ugniatamy ciasto, żeby powstała z niego jednorodna kula. Jeżeli ciasto nie chce się lepić, dodajemy jeszcze odrobinę soku z cytryny. Smarujemy formę olejem kokosowym, a następnie dokładnie i równomiernie rozgniatamy nasze ciasto na dnie formy. Formę wkładamy do lodówki na godzinę. W tym czasie miksujemy wiśnie z orzechami nerkowca, aby powstał gęsty, wiśniowy krem. Krem doprawiamy do smaku syropem agawy, uważając jednak, aby smak pozostał lekko cierpkawy. Krem rozprowadzamy równomiernie na spodzie placka i wstawiamy do lodówki na godzinę. Na koniec polewamy placek czekoladą rozpuszczoną wraz z cynamonem i posypujemy płatkami migdałowymi. Ponownie wstawiamy do lodówki, żeby czekolada stężała.