Czasem wystarczą drobiazgi, żeby zdać sobie sprawę, że coś jest nie tak. Niby miła, luźna atmosfera, lekka, niezobowiązująca rozmowa, a tu nagle pojawia się wątek szparagów – pachnących swą zielonością, soczystych i chrupkich. Albo świeżych porzeczek, takich prosto z krzaka, pełnych ciepłej od słońca cierpkości. Potem tłumione w zimie wspomnienia smaków krzewią się już bujnie całymi zagonami. A więc jarmuż, endywia, młode buraki, zielony groszek, młoda fasolka szparagowa, brokuł gałązkowy, pomidory gruntowe; a przecież nie wspomnieliśmy jeszcze nic o truskawkach, malinach, lepkich od cukru, dojrzałych węgierkach, czy warzywnie równie słodkiej młodej marchewce lub pietruszce. Jeżeli takie tematy dręczą nas coraz bardziej obsesyjnie, to znak, że przednówek w pełni.

REKLAMA
Właściwie narzekać nie powinniśmy. Cóż to za przednówek, kiedy jedynym problemem jest brak młodych, świeżych warzyw i owoców. Wystarczyłoby cofnąć się o dwa-trzy pokolenia, aby przednówek stał się nie tylko zwykłą kulinarną niedogodnością, ale znaczącym ograniczeniem diety. W końcu nie tak znowu dawno jednym z nielicznych źródeł witaminy C były na naszych stołach nie mrożonki czy importowane cytrusy, ale kiszona kapusta. Owszem, pyszna i zdrowa, ale ile razy w tygodniu można się nią raczyć? Dziś już pewnie trudno zrozumieć opowieści dziadków, z jakim utęsknieniem czekali na to aż trawa się zazieleni, bo wtedy można było wygonić krowy na pastwisko i w domu pojawiało się świeże mleko (w okresie zimowym, mleko było tylko dla cielaków).
Kłopot w tym, że do dobrego człowiek raczej szybko się przyzwyczaja i trudno mu wszechogarniające pragnienie świeżych szparagów czy przemożny smak na młody zielony groszek ukoić świadomością, że kiedyś bywało gorzej, a w przerwie w pracy, zamiast bruschetty skropionej dojrzałym octem balsamicznym w hipsterskiej restauracji, jadało się w polu ziemniaki z cebulą i smalcem. Jeśli dalej tak pójdzie i nikt naszego najlepszego ze światów nie rozpirzy w drzazgi (na co, patrząc na historię ludzkości i naszego kraju, prawdopodobieństwo całkiem spore), pokolenie naszych wnuków zapomni zupełnie znaczenie słowa przednówek. Wówczas, kiedy najdzie ich ochota na – powiedzmy – świeże maliny, ściągną sobie z e-chmury program na telefon, bezprzewodowo połączą się z drukarką 3D i wydrukują sobie (wraz z gustownym koszyczkiem) dorodne, soczyste, karminowe owoce, które potem zjedzą, czytając w e-gazecie o jakiejś celebrytce, która naruszyła nietykalność cielesną koleżanki podczas wyręczenia nagrody za największy skandal obyczajowy roku (pewne rzeczy na szczęście pozostaną niezmienne).
Z braku drukarki 3-D, rozmrażamy zatem słoik nazbieranych latem czarnych porzeczek i robimy z nimi ciasto drożdżowe, wyjadając przy okazji trochę owoców z cukrem – nie z łakomstwa, lecz tęsknoty.
Składniki:
50 g drożdży świeżych
½ kg mąki
1/3 kostki masła
4 żółtka
Cukier waniliowy
Mleko
Cukier trzcinowy
1 litr czarnych porzeczek
2 łyżeczki kardamonu
Kruszonka:
100 g mąki
50 g masła
50 g cukru
Przygotowanie:
Najpierw budzimy drożdże – do miski wlewamy 1 szklankę ciepłego mleka, 3-4 łyżek cukru, odrobinę mąki oraz pokruszone drożdże i odstawiamy przykryte w ciepłym, ciemnym miejscu na ok. 30 min. Kiedy drożdże się już obudzą, wyrabiamy je z mąką, roztopionym (ale schłodzonym) masłem, cukrem waniliowym oraz jajkami. Wyrabianie jest pracochłonne, więc można pomóc sobie mikserem. Dążymy do tego, aby uzyskać jednotą masę, która odchodzi od ręki a naciśnięta wykazuje się sprężystością. Wyrobione ciasto odstawiamy przykryte bawełnianą ściereczką w ciepłym, ciemnym miejscu na ok. 1.5 godz. do wyrośnięcia. Uwaga: ciasto podwoi swoją objętość, więc miska powinna być odpowiednio duża.
Po wyrośnięciu ciasto wykładamy do posmarowanej masłem i oprószonej mąką tortownicy, a na wierzch wykładamy wymieszane z kardamonem i cukrem (2-3 łyżki) czarne porzeczki. Porzeczki posypujemy przygotowaną wcześniej kruszonką (masło rozpuścić z cukrem, wymieszać z mąką, zagnieść, zmrozić i zetrzeć na tarce). Ciasto pieczemy w piekarniku rozgrzanym do 170 stopni przez ok. 40 minut, aż ładnie się zarumieni, a włożony do niego patyczek będzie suchy. Wyjmujemy z piekarnika i przestudzamy.